– Do krzyżowca mówisz sk...nu! Do krzyżowca, k...wa, jedenastej krucjaty! Ku...wo, łeb ci mogę odciąć i pójdę do nieba za to! – taką wiązankę usłyszał telewidz, który zadzwonił do studia internetowej Niezależnej Polskiej TV. Prowadzących zdenerwował twierdzeniem, że Jezus nosiłby maseczkę.

Program prowadzą Marcin Osadowski, od lat znany w środowisku obecnego posła Konfederacji Janusza Korwin-Mikkego, oraz Wojciech Olszański vel. Aleksander Jabłonowski. Ten drugi na co dzień nosi wojskowy mundur i słynie ze skrajnie prawicowych poglądów. Ponieważ jest zawodowym aktorem, w środowisku narodowców od lat toczy się dyskusja, na ile prezentowane przez niego poglądy są prawdziwe.

W programie często rozprawiają się z LGBT. Np. Olszański zapewnił, że gdyby jego syn był gejem, osobiście by go zastrzelił. Dużo czasu poświęcają też krytyce szczepień i obostrzeń związanych z pandemią. A także wchodzą w wulgarne dialogi z widzami.

O programie zrobiło się głośno kilka dni temu, gdy do mediów społecznościowych wyciekło nagranie jednego fragmentu. Słychać na nim, jak program przerywa właściciel budynku i grozi odcięciem internetu. – Prosiłem o zachowanie umiaru w swoich wypowiedziach. Słyszę zza okna, jakie pan k...wy rzuca i że pan będzie zabijał tu ludzi – powiedział wzburzony.

Internauci zaczęli spekulować, że gospodarzem jest Kacper Korwin-Mikke, syn posła Konfederacji. W rozmowie z „Rzeczpospolitą" potwierdza to Janusz Korwin-Mikke. – Kacper miał lekkie pretensje. Okno otwarte, a oni się drą na całą ulicę – relacjonuje.

Sprawa ma jeszcze jeden aspekt. Jak potwierdza nam Korwin-Mikke, scena rozegrała się w ponadstuletniej willi Benkówka w Józefowie. Dom jest perełką stylu świdermajer, a polityk kupił go w 1984 roku. Jak tłumaczy, obecnie właścicielami są jego dzieci: Zuzanna i Kacper Korwin-Mikke.

Czy oznacza to, że posła można łączyć z kontrowersyjnym programem? Marcin Osadowski przekonuje nas, że nie. – Według moich informacji nie jest on właścicielem tego domu – zaznacza.

Problem w tym, że – jak mówi nam Janusz Korwin-Mikke – posiada on „prawo dożywotniego mieszkania" w budynku. A jego syn Kacper też nie jest osobą zupełnie anonimową. W ostatnich wyborach startował z list Konfederacji do Sejmu.

Joanna Scheuring-Wielgus z Lewicy, była szefowa parlamentarnego zespołu ds. przeciwdziałania mowie nienawiści, mówi, że jest zaniepokojona związkami programu ze środowiskiem Konfederacji. – Nie dziwi mnie brak reakcji Janusza Korwin-Mikkego, bo każdy zna jego poglądy. Dziwi mnie brak reakcji ze strony policji, skoro z anteny padają groźby karalne – komentuje.

Autopromocja
Nowość!

Trzy dostępy do treści rp.pl w ramach jednej prenumeraty

ZAMÓW TERAZ

Marcin Osadowski twierdzi, że takie treści to margines programu. – Co więcej, ten margines występuje tylko w przypadku niektórych młodych chłopców. Pojawia się pytanie, dlaczego znajdują przyjemność w wykonywaniu prowokacyjnych telefonów. Tylko nasza stanowcza reakcja może spowodować, że coś do nich dotrze – mówi. – Jeśli pominiemy telefony od osób niedojrzałych, z zaburzeniami rozwojowymi, program jest zupełnie normalny – dodaje.

Rzeczywiście, niektórzy widzowie sprawiają wrażenie, jakby celowo prowokowali prowadzących. Np. jeden z dzwoniących powiedział, że widział Olszańskiego w tęczowej maseczce. W reakcji usłyszał, że zostanie „rozpruty jak k...wa stara". Jednak inni potrafią podpaść z bardziej błahych powodów. – Za...ię cię na ulicy w mordę, sk...synu – usłyszał mężczyzna, który zdenerwował prowadzących tym, że zapomniał się przedstawić.

Co o emitowaniu takich treści ze swego rodzinnego domu sądzi Janusz Korwin-Mikke? – I tak nikt normalny tego nie słucha – ucina.