Szeremietiew powiedział w programie "Fakty po Faktach" w TVN24, że Rosja prowadzi "rozpoznanie systemów przeciwlotniczych i wczesnego ostrzegania". - To jest mówiąc wprost rozpoznanie przed przygotowaniem operacji agresywnej. Ataku. Nie musi być oczywiście z niego atak. Ale moim zdaniem może być - dodał.
Zdaniem Szeremietiewa, "zagrożenie ze strony Rosji jest bardzo realne". Były wiceszef MON wspomniał przy tej okazji o gromadzeniu przez stronę rosyjską rakiet Iskander na granicy z Ukrainą. - To te same rakiety, które są w Kaliningradzie i mają w zasięgu całą Polskę - powiedział Szeremietiew. Przypomniał również, że te rakiety przenoszą rożnego rodzaju głowice, w tym nuklearne.
Czytaj także:
Iskandery na granicy z Ukrainą. Rosyjscy żołnierze w gotowości
Były wiceszef MON uważa, że "nawet, gdyby Putin uderzył małą bombą atomową, nie doczekalibyśmy się reakcji Zachodu".
- Pytam: jeśli nie zrzuci wielkiej piguły, ale mały ładunek, który zniszczy miasto, miasteczko, czy osadę, to będzie ten fakt przyczyną konfliktu światowego? Według mnie nie - przyznał Szeremietiew i dodał, że swoją opinię wysnuwa z oceny tego, jak Zachód zareagował na zestrzelenie malezyjskiego samolotu. - Po tym jak separatyści zestrzelili malezyjski samolot, myślałem, że to jest tak wysoko postawiona poprzeczka, że musi wywołać reakcję stopującą wobec prezydenta Putina. A tymczasem ta sprawa przestała istnieć - powiedział były wiceszef MON.