Partia Republikańska poniosła druzgocącą klęskę w wyborach połówkowych do Kongresu – demokraci zapewnili sobie wyraźną większość zarówno w Izbie Reprezentantów, jak i w Senacie. Republikanie przegrywali nawet w swoich tradycyjnych bastionach, w tym w Teksasie. To może oznaczać początek końca politycznej dominacji Donalda Trumpa, którego działania w polityce wewnętrznej będą blokowane.
Trump znajduje się teraz nie tylko pod silną presją politycznych rywali, ale też sojuszników z Partii Republikańskiej oraz partyjnych strategów, którzy domagają się od niego zmiany dotychczasowego kursu, w tym zmian kadrowych w Białym Domu, „przywrócenia dyscypliny” i porzucenia polityki, którą obwiniają za porażkę wyborczą. Wśród tych działań wymieniają wojnę z Iranem i cła.
Doświadczony republikański strateg John Feehery w rozmowie z agencją Reutera określił wyniki wyborów jako „ogromną katastrofę” dla Trumpa.
– Musi zrobić porządek i wymienić ludzi – zaznaczył Feehery i dodał, że Trump od tego momentu z każdym dniem będzie coraz bardziej tracił realny wpływ polityczny.
Biały Dom przygotowuje się na zmiany kadrowe i dochodzenia demokratów
Inny wysoki rangą urzędnik administracji Donalda Trumpa poinformował, że pracownicy Białego Domu szykują się już na zwolnienia, możliwe zmiany w składzie gabinetu oraz dochodzenia prowadzone przez demokratów.
– Przebywanie tutaj w tej chwili jest naprawdę fatalne. Morale są na najniższym możliwym poziomie – zdradził urzędnik, który prosił o zachowanie anonimowości.
Jak ujawnił, wewnętrzne sondaże już sześć tygodni przed wyborami wskazywały, że republikanie zmierzają ku porażce w obu izbach Kongresu. Mimo ostrzeżeń dotyczących politycznych konsekwencji Trump odmówił jednak zmiany stanowiska w sprawie Iranu.
– Ostatecznie po prostu go to nie obchodziło. Nie chciał nikogo słuchać – podkreślił urzędnik.
We wtorek wieczorem Trump przyznał, że trwająca od ośmiu miesięcy wojna z Iranem zaszkodziła republikańskim kandydatom, ale jednocześnie bronił swojej decyzji o rozpoczęciu konfliktu i twierdził, że nie postrzega wynik wyborów jako powodu do zmiany kierunku działania. – Nie uważam, żeby to było uderzenie we mnie – powiedział w rozmowie z Fox News.