W Rzymie mówi się o „premierato”: nowym ustroju, którego kluczową postacią, tak jak kanclerz w Niemczech, staje się szef rządu. Do tej pory tak nie było. Dużą rolę jako arbiter życia politycznego odgrywał prezydent. Z mieszanym efektem. W ciągu 80 lat powojennej demokracji przez stolicę Włoch przetoczyło się 68 rządów. Kadencja każdego średnio trwała więc tylko nieco ponad rok.
Uchwalona w czwartek ustawa ma z tym skończyć. Zakłada, że cały skład tak izby niższej parlamentu, jak i Senatu będzie desygnowany w systemie proporcjonalnym (do tej pory 1/3 deputowanych pochodziła z jednomandatowych wyborów większościowych). Swoich reprezentantów będą miały tylko te partie, które zdobędą przynajmniej 3 proc. głosów (koalicje 10 proc.). Ale, i to sprawa kluczowa, zostanie wprowadzona premia dla tego ugrupowania lub bloku partii, które uzyskają przynajmniej 42 proc. głosów. Uzyskały one dodatkowo 17,5 proc. miejsc w obu izbach parlamentu. W pierwszej mogłyby mieć maksymalnie 220 deputowanych na 400. W drugiej 113 senatorów na 200.