Siewiera był pytany o słowa wiceministra obrony narodowej Pawła Zalewskiego, który po spotkaniu w Brukseli z podsekretarzem stanu USA Elbridge'em Colbym stwierdził, że „Polska nie chce mieć głowic nuklearnych na swoim terytorium”. Zalewski zaznaczył przy tym, że Polska chce być częścią systemu odstraszania nuklearnego NATO, ale bez obecności głowic na naszym terytorium. 

Czytaj więcej

Bogusław Chrabota: Nuclear sharing. Po co ta cała awantura?

W reakcji na te słowa, które były szeroko cytowane nie tylko przez media polskie, ale też zachodnie agencje informacyjne, wicepremier, minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz podkreślił, że Polska jest niezmiennie zainteresowana udziałem w programie NATO Nuclear Sharing. Zaznaczył, że stanowisko polskiego rządu jest w tych kwestiach jednoznaczne.

Gen. Stanisław Koziej, były szef BBN i były wiceminister obrony uznał słowa Zalewskiego za „niezrozumiały błąd strategiczny w dziedzinie odstraszania”. 

Jacek Siewiera o słowach Pawła Zalewskiego ws. głowic atomowych w Polsce: Skrót myślowy dyplomaty, który nie zajmuje się bezpośrednio sprawami wojskowymi

– Po zajęciu stanowiska przez wicepremiera i ministra obrony narodowej to stanowisko jest jednoznaczne. Polska jest zainteresowana uczestnictwem w programie Nuclear Sharing i jest zainteresowana udziałem w europejskim systemie odstraszania jądrowego, gdy takowy powstanie. Bo dziś jest to tylko takie polityczne hasło – mówił Siewiera pytany o słowa Zalewskiego. 

Pytany o ocenę wypowiedzi wiceministra przez gen. Kozieja Siewiera przyznał, że były szef BBN „ma w tym zakresie rację, jeśli przyjąć, że Paweł Zalewski to dokładnie ma na myśli, że Polska nie chce mieć głowic na swoim terytorium”. – Wydaje mi się, że to jest raczej skrót myślowy dyplomaty, który nie zajmuje się sprawami wojskowymi w sensie bezpośrednim – dodał.

Czym jest program Nuclear Sharing

Nuclear Sharing to program NATO, w ramach którego Stany Zjednoczone rozmieszczają broń jądrową na terytoriach wybranych państw członkowskich nieposiadających własnego arsenału nuklearnego. Obecnie uczestniczą w nim Niemcy, Włochy, Holandia, Belgia i Turcja. 

W państwach należących do programu trafiają amerykańskie bomby grawitacyjne rodziny B61, które w czasie pokoju pozostają pod wyłączną kontrolą i dozorem USA. Ich ewentualne użycie wymagałoby decyzji politycznej w ramach natowskiej Grupy Planowania Nuklearnego, zgody prezydenta USA oraz państwa gospodarza.

– Paweł Zalewski był w tamtym czasie na negocjacjach uczestnictwa w programie w Brukseli, spotkał się z amerykańskim przedstawicielem, został zapytany przez jednego z redaktorów o cele swojej wizyty i cele Polski na to spotkanie i stwierdził w nim, nieopatrznie moim zdaniem, że Polska nie jest zainteresowana rozmieszczeniem głowic – tłumaczył Siewiera. 

Dlaczego amerykańskie głowice atomowe zwiększyłyby bezpieczeństwo Polski?

Były szef BBN przyznał, że jest fatalne, iż wypowiedź Zalewskiego była szeroko cytowana. – Bardzo dobrze, że tu szybko zareagował minister obrony narodowej, jednoznacznie doprecyzował i wskazał istotne różnice dotyczące tego, jak wygląda uczestnictwo w programie Nuclear Sharing, z jakich komponentów się składa, a równocześnie którym komponentem dzisiaj, w ramach negocjacji, zajmuje się strona polska – zaznaczył. 

Siewiera tłumaczył też, że „w interesie Rzeczpospolitej jest uczestnictwo w programie Nuclear Sharing i uczestnictwo możliwie pełne”. – Bazowanie taktycznej broni jądrowej, bomb na naszym terytorium byłoby istotnym elementem, komponentem systemu bezpieczeństwa narodowego – stwierdził. Jak dodał w takiej sytuacji „jakikolwiek atak na takim komponencie byłby atakiem na amerykański arsenał jądrowy i nie mógłby pozostać bez odpowiedzi”.