Z materiałów śledztwa Prokuratury Okręgowej Warszawa–Praga wynika, że w przepływie nagrań mieli uczestniczyć funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego oraz pracownicy prawicowych redakcji. Marek Falenta, jeden z uczestników tej akcji, zeznał śledczym, że Cezary Gmyz i Piotr Nisztor byli „zaufanymi dziennikarzami” CBA, za pośrednictwem których miały być przekazywane materiały z afery podsłuchowej.
Marek Falenta: Nagrania miały trafiać do CBA i wskazanych dziennikarzy
W marcu 2021 r. Falenta zeznał, że działał na zlecenie CBA. Według jego relacji miał kupować nagrania od kelnera, a następnie przekazywać je funkcjonariuszom. Twierdził również, że współpraca ze służbami trwała po ujawnieniu afery.
— Moja rola polegała na pozyskiwaniu nagrań i przekazywaniu ich do CBA lub wskazanym przez nich dwóm dziennikarzom: panu Nisztorowi i Gmyzowi. To są ich zaufani dziennikarze — mówił śledczym Falenta.
Według Falenty początkowo nagrania trafiały bezpośrednio do funkcjonariuszy CBA. Po wybuchu afery sposób ich przekazywania miał się jednak zmienić. Biznesmen twierdził, że wówczas do przekazywania materiałów wykorzystano Cezarego Gmyza.
Czytaj więcej
Wypowiedź Donalda Tuska z konferencji o zleceniu kontroli węglowego biznesu stała się podstawą wszczęcia śledztwa. W zawiadomieniu nie ma nowych fa...
„Przekazania taśm odbywały się w wyznaczonych przez CBA mieszkaniach, najczęściej przy ul. Hożej i Pięknej (…) Po wybuchu afery bałem się tego robić i chciałem to zakończyć. Panowie z CBA obawiali się, że śledzi mnie inna służba i dlatego wymyślili, żeby przekazywać taśmy przez pana Cezarego Gmyza” — wyjaśniał Falenta.
Biznesmen przekonywał również, że dowodem jego współpracy z CBA miały być raporty, które później przedostały się do mediów. Według Falenty Gmyz otrzymywał je od funkcjonariusza CBA Artura Chodzińskiego i jeszcze przed publikacją pokazywał biznesmenowi. Jeden z takich dokumentów miał zawierać polecenie dalszego pozyskiwania nagrań.
Cezary Gmyz ujawnił, od kogo dostał kilkadziesiąt nagrań
W lutym 2015 r. Cezary Gmyz zeznał, że o Marku Falencie po raz pierwszy usłyszał dopiero po zatrzymaniu biznesmena w związku z aferą podsłuchową. Kilka miesięcy później przekazał prokuraturze kopię nagrania rozmowy ówczesnej wicepremier Elżbiety Bieńkowskiej z szefem CBA Pawłem Wojtunikiem. Rozmowa została zarejestrowana 5 czerwca 2014 r. w restauracji „Sowa i Przyjaciele”. Dziennikarz odmówił wówczas odpowiedzi na pytania dotyczące źródła nagrania oraz tego, czy dysponował innymi taśmami, powołując się na tajemnicę dziennikarską.
Sytuacja zmieniła się w styczniu 2023 r., kiedy Gmyz, po zwolnieniu z tajemnicy, przyznał, że pierwszym źródłem jego informacji o aferze był Marek Falenta. Zeznał również, że właśnie od biznesmena otrzymał kilkadziesiąt nagrań z warszawskich restauracji. Materiały znajdowały się na zaszyfrowanym dysku. Część z nich Gmyz przekazał prokuraturze.
„Nagrania otrzymałem od Marka Falenty (...) Tych nagrań było kilkadziesiąt. Według mojej wiedzy to była większość nagrań z afery taśmowej. (...) Marek Falenta chciał, by materiały trafiły do CBA” — zeznawał Gmyz. Zanim jednak do tego doszło, nagrania zostały opublikowane w mediach. Gmyz twierdził, że kierował się „interesem publicznym” i zapewniał, że sam nie przekazywał ich innym redakcjom.
Czytaj więcej
Roman Giertych poinformował, że złożył zawiadomienie do niemieckiej prokuratury w sprawie korespondenta TVP Cezarego Gmyza.
„Tajemnica dziennikarska obowiązuje mnie, jeżeli chodzi o to, ile i w jaki sposób kontaktowałem się z Markiem Falentą (…) znam go od dobrych kilku lat (…) Chciałem się zasłonić tajemnicą dziennikarską, odmawiając odpowiedzi na pytanie: czy przed publikacją rozmawiałem z Markiem Falentą na temat tych materiałów (…) Oprócz znajomości dziennikarskiej z Markiem Falentą zwyczajowo składamy sobie, czy to SMS-em, czy w innej formie, na przykład życzenia świąteczne” — zeznał pracownik TV Republika w pierwszym śledztwie dotyczącym afery podsłuchowej.
W rozmowie z Onetem Cezary Gmyz potwierdził, że Marek Falenta zwolnił go z tajemnicy dziennikarskiej w zakresie ujawnienia źródła. Odrzucił jednak twierdzenie biznesmena, że on i Piotr Nisztor byli „zaufanymi dziennikarzami” CBA.
— To jest oczywiście bzdura. Nie jestem żadnym zaufanym dziennikarzem CBA. Wszystkie moje kontakty z CBA odbywały się za pośrednictwem biura prasowego. W tamtym czasie nie odbywałem żadnych tajnych, nieoficjalnych spotkań z CBA. Wszystko, co się działo, odbywało się za wiedzą redakcji i w sposób oficjalny — powiedział Onetowi Cezary Gmyz.
Gmyz zapewnił również, że „osobiście nie przekazywał” CBA żadnych materiałów. Przyznał również, że słyszał o detektywie Krzysztofie S., ale – jak twierdzi – nie pamięta, by utrzymywał z nim kontakty.
— Może się na niego kiedyś gdzieś natknąłem, ale nie przypominam sobie, żebym z takim człowiekiem rozmawiał — zapewnia Gmyz.