Premier zaznaczył, że nie wszystkim musi się podobać taka decyzja. – Zdaję sobie sprawę z różnych ciężarów spadających na Polskę, ale czy komuś się to podoba czy nie, zrobimy wszystko, aby pomóc Ukrainie – powiedział.
Tusk: nie ma powodów, by sądzić, że celem ataków była Polska
Podkreślił też, że czwartkowy incydent na Lubelszczyźnie na szczęście nie miał konsekwencji. – Obyło się bez ofiar, bez zniszczeń – powiedział. – Jest to efekt masowej akcji rosyjskiej, to był jeden z największych ataków w czasie tej wojny.
Czytaj więcej
W polskiej przestrzeni powietrznej dzisiaj nad ranem pojawił się niezidentyfikowany obiekt. Była to prawdopodobnie rosyjska rakieta Ch-101. Co niep...
Zdaniem premiera nie ma żadnych powodów, żeby sądzić, że celem tych ataków była Polska, ale dwa obiekty naruszyły naszą przestrzeń powietrzną. – Żołnierze mieli polecenie zestrzelenia, jeśli pocisk by kierował się do terenów zamieszkanych, na szczęście spadł na terenie niezabudowanym – powiedział. – Jestem w kontakcie z większością przywódców europejskich, również Amerykanie są zainteresowani tym, by uczestniczyć w postępowaniu wyjaśniającym – dodał.
W opublikowanym później wpisie w języku angielskim premier przypomniał, że rakieta naruszyła polską przestrzeń powietrzną i spadła 50 km od miasta Lublin. „Rakieta była uzbrojona. Z dużym prawdopodobieństwem była rosyjska. Chciałbym podziękować wszystkim przywódcom UE i NATO za ich solidarność i gotowość do pomocy” – napisał Tusk.
Kierwiński: należy postępować zgodnie z procedurami z poradnika
Z kolei wicepremier i minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz zapewnił, że skoordynowane są wszystkie służby, zarówno w MON, jak i żandarmerii wojskowej i innych. – Nie ma tu żadnej rywalizacji, każdy wie, jakie jest jego zadanie – podkreślił. – Zarówno naziemne systemy obrony powietrznej, jak i statki powietrzne były w pełnej gotowości przez cały czas – dodał.
Przypomniał też, że polscy wojskowi obserwowali ponad 20 pocisków manewrujących blisko granicy z Polską.
Czytaj więcej
„Mieszkańcy Lubelszczyzny mają prawo wiedzieć, co się stało”. „Pół roku temu opozycja zaproponowała rozwiązanie, które pozwoliłoby uniknąć chaosu”...
Minister spraw wewnętrznych i administracji Marcin Kierwiński powiedział, że uruchomiono syreny jako najszybszy sposób powiadomienia mieszkańców o zagrożeniu. – 13 minut to nie jest czas, w którym mogą iść rozbudowane informacje – powiedział. – Na tego typu sytuacje musimy być gotowi. Jeśli wyje syrena, nie ma czasu na zastanawianie się, o co chodzi. Jeśli słyszymy syrenę, to znaczy, że jest to zagrożenie i należy postępować zgodnie z procedurami, które zostały opisane w poradniku bezpieczeństwa.