Pamięć o rzezi wołyńskiej, bariery w relacjach polsko-ukraińskich oraz problem odradzającego się nacjonalizmu były głównymi tematami rozmowy Jacka Nizinkiewicza z prof. Krzesimirem Dębskim w programie „Rzecz o polityce”.
Prof. Krzesimir Dębski o decyzji Zełenskiego: To cios w serce. Naród ukraiński nie zna prawdy o UPA
Pytany o gest prezydenta Wołodymyra Zełenskiego, który zdecydował o nadaniu jednej z jednostek wojskowych patronatu bohaterów UPA, kompozytor nie krył rozczarowania. – To był cios w serce człowieka wywodzącego się z kresowej rodziny. To przejaw małej wiedzy. Nie spotkałem właściwie Ukraińców, którzy wiedzieliby cokolwiek na ten temat – mówił. Dębski ocenił, że gloryfikacja UPA na Ukrainie wynika z faktu, iż dla tamtejszego społeczeństwa formacja ta kojarzy się wyłącznie z historyczną walką przeciwko Sowietom, natomiast wiedza o zbrodniach popełnionych na Polakach jest całkowicie pomijana.
Geneza konfliktu na Kresach
Gość programu odniósł się szeroko do historycznych źródeł skomplikowanych relacji, sięgając aż do średniowiecza oraz struktury Kościoła prawosławnego i katolickiego. Zwrócił uwagę, że polonizacja dawnych ruskich rodów magnackich (takich jak Wiśniowieccy czy Zamoyscy) i ucisk chłopstwa doprowadziły do narastania nienawiści klasowej.
– Wszechobecne stawało się odium nienawiści do „polskich panów”. Tymczasem częstokroć byli to spolszczeni Rusini. Moja własna babcia pochodziła z Kubania, z rodziny kozackiej – tłumaczył prof. Dębski, wskazując, że narracja o wyzysku ze strony Polaków przetrwała do XX wieku i stała się pożywką dla ukraińskiego nacjonalizmu.
Czytaj więcej
Do sądu wpłynął akt oskarżenia przeciwko 18-letniemu Illii K., który na zlecenie Rosji dokonał kilkudziesięciu prowokacji. Młody Ukrainiec m.in. de...
„Pisma Bandery to Mein Kampf w prymitywnym wydaniu”
Rozmówca Jacka Nizinkiewicza podkreślił, że kult postaci takich jak Stepan Bandera czy Roman Szuchewycz opiera się na braku znajomości ich autorskich tekstów. – Nie spotkałem Ukraińca, który przeczytałby manifesty nacjonalistów. Pisma Bandery to jest takie „Mein Kampf”, tylko w uproszczeniu i napisane bardzo prymitywnym językiem. Nawet Ukraińcy na emigracji przyznawali, że to wstyd dla narodu – stwierdził.
Profesor wyraził przy tym zdumienie, że wywodzący się ze środowiska żydowskiego prezydent Zełenski toleruje gloryfikację formacji odpowiedzialnych również za udział w Holokauście i likwidacji gett na Wołyniu.
Relacje polsko-ukraińskie po 10 latach. „Jest nawet gorzej”
Kiedy 10 lat temu ukazała się książka „Wołyń. Nic nie jest w porządku”, prof. Dębski zwracał uwagę na wypieranie zbrodni przez stronę ukraińską. Pytany, czy od tego czasu cokolwiek się zmieniło, odparł, że sytuacja uległa wręcz pogorszeniu.
– Mam poczucie, że jest nawet gorzej. Nadawanie ulicom imion działaczy UPA to zaognianie sprawy. Ukraińcy nie podejmują faktów, które są dokładnie opisane. Nie spotkałem ukraińskiego pisarza, który odważyłby się poruszyć ten temat, bo pewnie spotkałby się z wrogością środowisk nacjonalistycznych – ocenił gość programu.
Czytaj więcej
Możliwe rosyjskie prowokacje wobec Polski, w tym wykorzystanie przejętych ukraińskich dronów, były tematem pytań do Radosława Sikorskiego w TVN24....
Prof. Krzesimir Dębski: Morderca moich bliskich powiedział tylko: „Tak trzeba było”
Wstrząsającym wątkiem rozmowy były osobiste doświadczenia kompozytora. Dębski opowiedział o blokowaniu ekshumacji przez stronę ukraińską, tłumacząc, że ich wyniki zaprzeczają ukraińskiej tezie o „symetrycznych walkach”. – W grobach odnajdywane są szczątki kobiet, dzieci i starców, bo mężczyźni byli na froncie lub na Syberii. To czysty fakt historyczny niekorzystny dla ich narracji – powiedział.
Autor wspominał także wyjazdy do Kisielina na Wołyniu, gdzie w wymordowaniu 80 Polaków brał udział m.in. szkolny kolega jego ojca. – Spotkałem człowieka odpowiedzialnego za śmierć moich bliskich. Nie było w nim żadnego poczucia winy ani skruchy. Mówił tylko: „tak trzeba było”. Ci prości ludzie zostali skażeni i zatruci tą ideologią – wyznał.
Niezależnie od tragicznych losów rodziny – w tym dziadka, który po likwidacji getta w Kisielinie ze stresu przestał mówić do końca życia – Dębski przypomniał, że jego ranny ojciec przeżył pogrom dzięki pomocy ukraińskiej rodziny Parfeniuków, która odwiozła go do szpitala.
Czytaj więcej
W 83. rocznicę kulminacji zbrodni wołyńskiej przedstawiciele polskich władz oddali hołd ofiarom i podkreślali znaczenie pamięci oraz ekshumacji. Wi...
Wsparcie dla Ukrainy, ale bez pobłażliwości dla banderyzmu
Mimo bolesnej historii, kompozytor zdecydowanie opowiedział się za dalszym pomaganiem walczącej z Rosją Ukrainie. Wyraził jednak przekonanie, że Polska oraz Unia Europejska powinny stanowczo wymagać od Kijowa rozliczenia się z przeszłością.
– Powinniśmy im pomagać, ale też ich oświecać. W Niemczech czy we Włoszech za symbole faszystowskie grożą surowe kary. Chorwaci musieli uznać swoich dawnych bohaterów za przestępców, by wejść do Unii. Z takimi poglądami i kultywowaniem szowinizmu Unia Europejska nie przyjmie Ukrainy – skwitował.
Prof. Krzesimir Dębski wyraził nadzieję na upadek reżimu Władimira Putina i rozpad Rosji, zaznaczając jednak z pesymizmem, że bez długofalowej edukacji, dialogu oraz wyzbycia się nacjonalizmu, rany po tragedii na Wołyniu pozostaną otwarte przez kolejne dekady.