Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie są przyczyny najgłębszego kryzysu humanitarnego w historii Kuby
  • Na czym polega pakiet „157 pilnych reform” ogłoszony przez władze Kuby
  • Jaką rolę w obecnym kryzysie odgrywa polityka USA i dlaczego Pentagon rozważa scenariusz interwencji wojskowej.
  • Dlaczego wewnętrzne walki o władzę w kubańskiej juncie blokują drogę do jakichkolwiek ustępstw i realnych zmian.

Trzeba być czujnym. Bardzo czujnym. Bo prąd może się pojawić w środku nocy. Wtedy Kubańczycy rzucają się do ładowania telefonów komórkowych, pompowania wody czy pędzą do warsztatów, aby przeprowadzić zaległe naprawy. Światło zwykle gaśnie bowiem po godzinie, dwóch, a wyspa znów pogrąża się w zupełnej ciemności. Na dobę lub więcej.

Cierpliwość Kubańczyków do takiego życia zdaje się być na wyczerpaniu.

„Mieszkam w dzielnicy urzędników, emerytów. Do tej pory protesty wybuchały w skupiskach największej biedy Hawany, jak Cayo Hueso, Guanabacoa, Regla czy San Miguel del Padron. Ale tym razem, gdy już po 90 minutach znów zgasło światło i u nas ludzie zaczęli uderzać w garnki (tzw. cacerolazo, to już tradycyjny sposób wyrażenia sprzeciwu w warunkach komunistycznej dyktatury). I to z wielką siłą. Ten dźwięk dochodził i z balkonów, gdzie do tej pory nigdy nikt się przeciw niczemu nie buntował. Owszem, to wszystko było po ciemku. Nie było widać twarzy. Ale jednak to jest wyraz pewnej odwagi, strach ustępuje przed desperacją” - napisała na komunikatorze X żyjąca w Hawanie dziennikarka Yoani Sanchez. Stoi ona na czele dziennika internetowego 14Ymedio, który w warunkach reżimu Castro próbuje przemycić prawdę o warunkach życia na wyspie. 

Czytaj więcej

Lider kubańskiej opozycji: Komunistyczny reżim nie dotrwa do końca tego roku

Dwa miesiące temu w obszernym wywiadzie dla „Plusa Minusa” mieszkający od niedawna w Miami po latach spędzonych w więzieniach na wyspie lider kubańskiej opozycji Jose Daniel Ferrer tłumaczył, dlaczego, inaczej niż w Wenezueli, administracja Donalda Trumpa nie może znaleźć w rządzącej juncie partnera, który zdecydowałby się na współpracę z Amerykanami. W Wenezueli po porwaniu 3 stycznia w Caracas wenezuelskiego prezydenta Nicolasa Maduro, na stronę Waszyngtonu niespodziewanie przeszła jego dotychczasowa zastępczyni Delcy Rodríguez.

– Każdy, kto sygnalizuje takie zamiary (pójście na współpracę z USA – red.), kończy na wygnaniu, w więzieniu czy jest wręcz mordowany. Jak to się stało choćby z ministrem spraw zagranicznych Felipe Perez Roque, który zaczął mówić o otwartości, głasnosti. Czy ostatnio z ministrem gospodarki Alejandro Gilem Fernandezem, skazanym na dożywocie przez klan Castro, gdy pojawiły się podejrzenia, że w porozumieniu z CIA – tłumaczył nam Ferrer.

Kuba zagrożona głodem. Prawie nie produkuje się żywności

Dotychczasowy system zastraszania przestaje jednak działać, bo reżim Castro przechodzi przez największy od przejęcia władzy 67 lat temu kryzys humanitarny. Upadek Maduro oznacza, że Kuba straciła ostatnie źródło importu strategicznych towarów, w szczególności paliwa. Po wprowadzeniu pół roku temu przez Donalda Trumpa embarga na import ropy Hawana ogłosiła oficjalnie w maju, że wszelkie zapasy tego surowca się skończyły. Waszyngton w tym roku zgodził się, z powodów humanitarnych, na przybicie do kubańskich portów tylko dwóch tankowców.

W ten sposób zaczęły padać całe obszary kubańskiej gospodarki, bo z powodu zaniedbania przez dekady infrastruktury energetycznej niemal wszystko bazuje na wyspie na prymitywnych generatorach zasilanych paliwem. W warunkach dotkliwego upału (ponad 30 stopni w ciągu dnia) lodówki przestały funkcjonować. Nie ma światła. Stanęła komunikacja miejska. Samoloty przestały odlatywać, dobijając ruch turystyczny, jedno z ostatnich źródeł dewiz. 

Czytaj więcej

Kuba na krawędzi. Reżim liczy na Iran, ale może sprowokować Trumpa

Szczególnie dramatyczne jest załamanie rolnictwa, które nie może funkcjonować bez paliwa. ONZ podaje, że od 2018 r. produkcja wieprzowiny spadła na Kubie o 95 proc., ryżu o 87 proc., mleka o 58 proc. Jednocześnie władze nie mają za co sprowadzić produktów spożywczych z zagranicy, przede wszystkim z USA.

Średnia pensja na Kubie wynosi 10 dol. miesięcznie. To była liczba, która do tej pory wiele sensu jednak nie miała, bo istniał cały system zaopatrzenia w podstawowe produkty, w szczególności spożywcze, który pozwalał na przeżycie. Teraz jednak prezydent Miguel Díaz-Canel ogłosił, że ze wsparcia państwa będą mogli korzystać tylko najbardziej potrzebujący, jak dzieci dotknięte chronicznymi chorobami czy emeryci. A co z pozostałymi? Już wcześniej 70 proc. Kubańczyków było zmuszonych do rezygnacji przynajmniej z jednego posiłku dziennie. Teraz wielu z nich zajrzało w oczy widmo, jeśli nie głodu, to niedożywienia. Pojawiały się też ogłoszenia o sprzedaży przez rolników za grosze gospodarstw, byle przeżyć kolejne miesiące czy może lata. Wielu z nich i tak nie jest w stanie uprawiać roli. 

Prezydent Kuby obiecuje reformy, ale Amerykanie mu nie ufają

W połowie czerwca Miguel Díaz-Canel ogłosił „157 pilnych reform”. Przynajmniej na papierze wygląda to na największą zmianę od wprowadzenia komunistycznego reżimu. Obejmuje ona prawo do otwierania na wyspie prywatnych banków, sprzedaż prywatnym inwestorom udziałów w przedsiębiorstwach państwowych czy możliwość otwarcia sieci restauracji, jak McDonald’s. Prezydent zaapelował w szczególności do żyjącej głównie na Florydzie kubańskiej emigracji, aby zainwestowała w dawnej ojczyźnie. 

Za czasów Baracka Obamy Hawana także obiecała poważne zmiany w dotychczasowym systemie. W zamian prezydent USA nie tylko odwiedził wyspę, ale zgodził się również na zniesienie większości sankcji. Do reform jednak nigdy nie doszło, bo żyjący wówczas jeszcze Fidel Castro się temu po cichu sprzeciwił. Obawiał się, że doprowadzi to do utraty władzy przez komunistów. 

Czytaj więcej

Koniec komunizmu. Dla Trumpa Kuba może stać się przedsięwzięciem biznesowym

Teraz Fidela już nie ma, a jego brat, 95-letni Raul, wydaje się być bardziej otwarty na zmiany. Jednak na efekty reformy, przynajmniej w krótkim okresie, nie ma co liczyć. Pod naciskiem Waszyngtonu zachodnie koncerny, na czele z hiszpańskimi sieciami hoteli, opuściły wyspę i tam nie wrócą bez gwarancji porozumienia między Kubą a USA. Tymczasem rozmowy w tym kierunku prowadzone przez wnuka Raula Castro, Raula Guillermo Rodrigueza Castro, spełzły na niczym. Amerykanie uznali, że tak naprawdę nie reprezentuje on junty rządzącej w Hawanie. W szczególności utworzony przez armię holding GAESA, który kontroluje większość gospodarki, nie zasygnalizował gotowości do pójścia na ustępstwa. 

W tej sytuacji, jak ujawnił CBS, Pentagon zaczął przegląd opcji interwencji wojskowej na Kubie. Jedna z nich zakłada lądowanie z udziałem tysięcy żołnierzy 101. Dywizji Powietrzno-Desantowej. Jednak coraz mocniej wciągnięty w katastrofalną kampanię irańską Biały Dom obawia się, że Chiny czy Rosja wykorzystają interwencję kubańską, aby związać ręce Amerykanów jeszcze jednym, długotrwałym konfliktem i uniemożliwić ewentualną interwencję w obronie Tajwanu czy Ukrainy.

– System stworzony przez Fidela Castro nie przetrwa do końca roku. Stany Zjednoczone położą mu kres – nie traci jednak optymizmu Jose Daniel Ferrer.