Rozmówca Jacka Nizinkiewicza krytycznie odniósł się do niedawnych słów Przemysława Czarnka, który domagał się wstrzymania unijnego i krajowego wsparcia militarnego oraz finansowego dla Ukrainy. Zdaniem eksperta, propozycja ta jest całkowicie oderwana od rzeczywistości międzynarodowej, zwłaszcza w kontekście ostatnich europejskich ustaleń dotyczących wspólnej obrony powietrznej. – Czarnek został wytypowany na „Brauna bis”. Ale kiedy próbuje być „Braunem strong”, to nie przynosi to efektów, bo ludzie zawsze wolą oryginał – ocenił dr Oczkoś, porównując polityka PiS do dawnego „wyrobu czekoladopodobnego”.

Reklama
Reklama

Ekspert wskazał, że tak radykalna retoryka stoi w jawnej sprzeczności z dziedzictwem prezydenta Lecha Kaczyńskiego, do którego PiS tak chętnie się odwołuje. – To, co mówi Czarnek, to z punktu widzenia polskiej racji stanu jest po prostu bredzeniem – stwierdził gość programu. Jak podkreślał, polscy politycy popełniają kardynalny błąd, uprawiając politykę zagraniczną wyłącznie na użytek wewnętrzny. – Żeby realizować swoje racje, trzeba mieć narzędzia i uprawiać dyplomację, a nie tylko krzyczeć i obrażać sąsiadów – dodał.

Czytaj więcej

Kaczyński pisze, że PiS zajmie się słowami Czarnka. Czarnek się cieszy

Mirosław Oczkoś: Wołyń to ludobójstwo, ale bez Ukrainy będziemy strącać rakiety nad własnymi głowami

W ocenie dr. Oczkosia, polska klasa polityczna wykazuje się brakiem mądrości w relacjach z Kijowem. Choć sam – jako osoba pochodząca z Kresów – doskonale rozumie ból związany z historią i brakiem postępów w ekshumacjach ofiar rzezi wołyńskiej, podkreślał, że emocje nie mogą zastępować pragmatyzmu. – Mądrość Polski powinna polegać na tym, że dbamy o własne bezpieczeństwo. Ukraina jest nam potrzebna po to, żebyśmy nie musieli strącać Iskanderów nad własnymi głowami i żeby rosyjskie czołgi nie stały w Przemyślu – stwierdził.

Ekspert zauważył, że nawet Jarosław Kaczyński poczuł się zmuszony do publicznego przywołania Czarnka do porządku. Oczkoś wykluczył przy tym scenariusz, w którym Czarnek mógłby realnie powalczyć o fotel premiera z ramienia PiS. – On od początku był tylko „zającem wypuszczonym z klatki”, który nie ma żadnego potencjału – ocenił, wskazując jako bardziej prawdopodobnego kandydata Tobiasza Bocheńskiego lub kogoś o profilu Zbigniewa Boguckiego, kto potrafi rozmawiać z Konfederacją. Co więcej, zdaniem dr. Oczkosia, jeśli trendy sondażowe się utrzymają, to nie Kaczyński będzie dyktował warunki. – Może dojść do sytuacji, w której dwie Konfederacje połączą siły, będą miały więcej szabel niż PiS i to one wskażą premiera.

Czytaj więcej

Kosiniak-Kamysz na Wołyniu: Nie gloryfikuj tych, którzy wywołują ból u twoich przyjaciół

„To trucizna, która się rozprzestrzenia”

Pytany o przyczyny narastających w Polsce nastrojów antyukraińskich, których ofiarą padają niewinne osoby, dr Oczkoś wskazał bezpośrednio na cynizm polityków. W jego ocenie, przed nadchodzącą kampanią parlamentarną partie polityczne celowo budują figurę wroga, by zagospodarować lęki społeczne. – Wskazanie winnego to najprostszy mechanizm, gdy komuś w życiu nie wyjdzie. Ludzie nasiąkają tą nienawiścią – ostrzegał ekspert, dodając, że jesteśmy już o krok od groźnych pogromów i fizycznej agresji na ulicach.

Gość programu skrytykował również rządzących za brak zdecydowanej kontry i chowanie głowy w piasek w obawie przed sondażami. Przypomniał przy tym, że cegiełkę dołożył także Rafał Trzaskowski, gdy w kampanii prezydenckiej postulował odebranie Ukraińcom świadczeń socjalnych.

Wątek rzekomych rosyjskich wpływów dr Oczkoś skomentował krótko: – Moskwa wydaje miliard dolarów rocznie na propagandę w Polsce, ale teraz mogą te budżety ograniczyć. Nie muszą nic robić, bo sami zaczynamy się tłuc między sobą. Odnosząc się z kolei do antyukraińskich wpisów byłego premiera Leszka Millera, uznał je za smutną, osobistą „zadrę”, która plasuje go dziś na marginesie poważnej debaty.

Czytaj więcej

Włodzimierz Czarzasty o atakach na Ukraińców: Trzeba być człowiekiem, nie hieną

Kryzys w ochronie zdrowia i saloniki VIP

Kolejnym tematem rozmowy była sytuacja w ochronie zdrowia oraz niedawna afera wokół Szpitala Południowego. Choć zdaniem dr. Oczkosia kryzys ten na razie nie zatopił rządu Donalda Tuska, to obnażył brak systemowych rozwiązań. – Polacy od lat fatalnie oceniają ochronę zdrowia, ale na rok przed wyborami żaden polityk nie zdecyduje się na głęboką, bolesną reformę, bo to byłoby wizerunkowe samobójstwo – ocenił.

Ekspert zauważył jednak, że premier Tusk potrafi sprytnie wykorzystywać emocje społeczne. Sondaże pokazujące, że Polacy chcą ograniczenia gigantycznych zarobków lekarzy, dają szefowi rządu zielone światło do medialnej walki z tzw. „kominami płacowymi”. – Sfery, które najbardziej elektryzują ludzi, to pieniądze, władza i seks. Informacje o zarobkach rzędu milionów złotych czy słynnym „saloniku VIP” w szpitalu działają na wyobraźnię mas znacznie mocniej niż skomplikowane debaty o systemie – wyjaśniał.

Czytaj więcej

Nieprawidłowości w Szpitalu Południowym. Raport NIK wskazuje liczne uchybienia

Komunikacyjny chaos rządu

Dr Oczkoś odniósł się również do kondycji samej koalicji rządzącej oraz spekulacji o dymisjach. Wskazał, że ewentualne odwołanie ministra sprawiedliwości Waldemara Żurka byłoby kompletnie niezrozumiałe i nielogiczne. – Żurek obok Sikorskiego i Kierwińskiego to jeden z nielicznych ministrów, wymienianych jako ci, którzy „dowożą” tematy – stwierdził, dodając, że problemem rządu nie są kadry, ale fatalna komunikacja z obywatelami. Zdaniem Oczkosia, największym zagrożeniem dla obozu rządzącego przed zbliżającymi się wyborami nie jest to, że PiS przejmie ich elektorat, ale zniechęcenie własnych wyborców. – Gra opozycji polega na tym, by wyborcy koalicji 15 października po prostu zostali w domach. Pokazały to już wybory prezydenckie, gdzie wielu potencjalnych wyborców Trzaskowskiego nie poszło do urn – wskazał dr Mirosław Oczkoś.