Polskie samorządy mają złą passę. Po referendum w Krakowie, które zakończyło się odwołaniem prezydenta Aleksandra Miszalskiego, głównym problemem stała się afera w Warszawie wokół radnego i lekarza Dawida Kacprzyka. Przy okazji jego bardzo wysokich zarobków, pojawiła się kwestia rad nadzorczych w spółkach, które są pod kontrolą lokalnych włodarzy. Dlatego też 18 czerwca Rafał Trzaskowski zdecydował o wymianie całej Rady Nadzorczej Szpitala Południowego, a następnie wszystkich miejskich spółek medycznych.

Jak to zostało odebrane? W badaniu IBRiS przeprowadzonym na zlecenie „Rzeczpospolitej” 25-26 czerwca zapytaliśmy, czy ten kierunek – zmiana polityków na urzędników w radach nadzorczych spółek miejskich – rozwiązuje problem kontroli nad nimi. Wyniki pokazały, że 49 proc. ankietowanych zgadza się z takim stwierdzeniem, a 30 proc. respondentów ma odmienne zdanie. Ale aż co piąty ankietowany nie ma w tej sprawie wyrobionej opinii. To bardzo wysoki odsetek – w podobnych pytaniach IBRiS dla „Rzeczpospolitej” liczba niezdecydowanych bywa zwykle dużo niższa. 

Foto: Tomasz Sitarski

Rada Warszawy i spółki samorządowe. Potapowicz: To kwestia jakości instytucji i procedur 

W odpolitycznienie wierzy zarówno elektorat koalicji rządzącej (53 proc. zgadza się z tezą postawioną w pytaniu), jak i elektorat opozycyjny (55 proc., opozycja w badaniach IBRiS to PiS, Konfederacja, partia Brauna i Razem), a najwięcej sceptycyzmu widoczne jest wśród niegłosujących i niezdecydowanych, gdzie aż 38 proc. nie ma w tej sprawie zdania, 33 proc. popiera ten kierunek, a 29 proc. nie uważa, że to rozwiąże problem kontroli nad spółkami. 

Kwestia nadzoru nad miejskimi spółkami była w ubiegłym tygodniu tematem posiedzenia Rady Warszawy. Jak dziś nasz sondaż oceniają warszawscy samorządowcy?  –   Fakt, że aż 21 proc. badanych nie ma zdania w sprawie obsadzania rad nadzorczych przez polityków pokazuje, że dla znacznej części społeczeństwa temat jest mało zrozumiały lub słabo obecny w debacie publicznej. Rady nadzorcze spółek funkcjonują dość daleko od codziennych doświadczeń obywateli, dlatego wielu respondentów może nie czuć się kompetentnych do wyrażenia opinii. Trudno zatem oczekiwać jednoznacznych ocen – mówi nam Sławomir Potapowicz, wiceprzewodniczący Rady Warszawy z KO. Jego zdaniem samo zastąpienie polityków „niezależnymi urzędnikami” nie rozwiąże problemu nadzoru nad spółkami. – Kluczowe są kompetencje, a nie tylko status osoby. Urzędnik, podobnie jak polityk, może nie mieć odpowiedniego doświadczenia. Skuteczny nadzór wymaga wiedzy i praktyki. Ponadto urzędnicy również podlegają określonym hierarchiom służbowym i mogą odczuwać presję polityczną, zwłaszcza w spółkach należących do państwa. Formalna niezależność nie zawsze oznacza rzeczywistą autonomię. Nie dziwi więc, że wyniki przedstawionego sondażu nie są jednoznaczne. Problem nadzoru nad spółkami wynika przede wszystkim z jakości instytucji i procedur, a nie wyłącznie z tego, czy w radzie zasiada polityk czy urzędnik – przyznaje Potapowicz. 

W trakcie posiedzenia Rady warszawska opozycja stawiała problem szerzej – nie tylko w zakresie miejskich spółek medycznych, ale zahaczała także o inne spółki miejskie działające w różnych obszarach. – Miejsca w radach nadzorczych nie powinny zależeć od legitymacji partyjnej, a obsadzanie ich kompetentnymi urzędnikami to krok w dobrym kierunku. Jednak jeśli przyglądamy się samorządom rządzonym od lat przez jedną partię, to dość naturalne jest podejrzenie, że wysoko postawiony urzędnik na stanowisku, które nie pochodzi z konkursu, jest jakoś powiązany z politykami. Przykładem może być właśnie Warszawa. Naiwnością byłoby uznawać, że wiceprezydenci wybierani osobiście przez prezydenta Rafała Trzaskowskiego, powinni być traktowani jak niezależni urzędnicy, nawet jeśli nie mają legitymacji partyjnej. Z tego punktu widzenia trudno się dziwić, że część respondentów w tym sondażu nadal ma wątpliwości, czy takie rozwiązanie jest słuszne – podkreśla w rozmowie z nami Martyna Jałoszyńska, radna Warszawy ze stowarzyszenia Wspólne Jutro.  

Czytaj więcej

Prawie połowa Polaków nie jest zadowolona z rządzących ich miejscowościami

Ekspert: Badanie pokazuje kryzys zaufania do państwa 

Zarządzanie spółkami miejskimi to temat, który w samorządowej debacie jest znany od lat. W badaniu exit poll przeprowadzonym przez Ogólnopolską Grupę Badawczą w dniu krakowskiego referendum 24 maja, w którym mieszkańcy Krakowa odwołali prezydenta Aleksandra Miszalskiego, temat spółek i nepotyzmu w nich był na trzecim miejscu, po zadłużeniu i Strefie Czystego Transportu, wskazywanym przez wyborców jako powód udziału w referendum. W zasadzie w każdej akcji referendalnej – obecnie w Warszawie, dwukrotnie ostatnio we Wrocławiu – pojawiał się zarzut do włodarzy miast o niewłaściwą politykę kadrową, czyli mówiąc wprost: zatrudnianie w spółkach i ich organach nadzorczych osób po linii partyjnej. 

Co na to eksperci? O interpretację wyników zapytaliśmy Krzysztofa Izdebskiego z Fundacji Batorego. – Ten wybijający się jednak brak zaufania do takiej reformy pokazuje przede wszystkim pogłębiający się kryzys zaufania do państwa, a szerzej do instytucji publicznych. Niestety od lat utrwala się przekonanie, że niemal wszystko w administracji jest upolitycznione. W efekcie urzędnicy coraz częściej postrzegani są mniej jako profesjonaliści wykonujący swoje obowiązki zgodnie z prawem, lecz jako bezwolni wykonawcy woli polityków – mówi nam Izdebski.  –  Do tego dochodzi język debaty publicznej. W czasie przeprowadzania badania miała miejsce głośna dyskusja wywołana przez Krzysztofa Stanowskiego o urzędniczce i „pizzy z ananasem”, choć dotyczyła pozornie błahej sprawy, utrwaliła obraz administracji jako miejsca oderwanego od rzeczywistości i nieodpowiedzialnego. Takie przekazy wzmacniają nieufność wobec całej służby publicznej. A bez zaufania do instytucji trudno budować sprawne i odporne państwo – dodaje. 

A co jego zdaniem powinno się wydarzyć w tej sferze? Postulat jest jasny.  – Kluczowe są otwarte, oparte na kompetencjach konkursy do zarządów i rad nadzorczych, pełna jawność ich działalności oraz jasne zasady rozliczania z efektów, a nie z politycznej lojalności. Dopiero takie rozwiązania pozwolą odbudować przekonanie, że spółki komunalne służą mieszkańcom, a nie kolejnym ekipom rządzącym w samorządzie – konkluduje w rozmowie z nami Izdebski. 

W Warszawie akcja referendalna – pod hasłem SOR, Stołeczna Operacja Referendalna – ma ruszyć w drugiej połowie lipca. Trwają podobne akcje już w Radomiu i w Częstochowie. A sama afera w Szpitalu ma swoje kolejne odnogi i wątki, które pojawiają się niemal codziennie, jak wtorkowe informacje Zero.pl o „biznesie pogrzebowym” w szpitalu.