W rozmowie z Moniką Olejnik w Radiu ZET Wałęsa zaznaczył jednak, że zamierza przez pół roku powstrzymać się od komentowania poczynań nowego prezydenta i tylko patrzeć, "czy się nawraca i zacznie myśleć w kategoriach państwa".

Były prezydent skomentował również fakt, że Andrzej Duda nie wspomniał w swoim przemówieniu z okazji obchodów 35-lecia NSZZ "Solidarność" o jego roli.

- Ja się nie muszę bronić - stwierdził Wałęsa, zaznaczając, że to on doprowadził do zwycięstwa, że bez niego i jego decyzji nie mogła się odbyć żadna akcja "Solidarności". - Tego się nie da wymazać - mówił.

- To i zazdrość, i nienawiść, i głupota, i populizm, i demagogia, no rosną młode wilczki - skwitował Lech Wałęsa.

Były prezydent oświadczył, że decyzję w sprawie swojej nieobecności na obchodach rocznicy "Solidarności" podjął świadomie, bo gdyby tam był - "byłaby wojna". - Przecież ja bym nie pozwolił na takie obrażanie, na takie zachowanie i dlatego też ja oddałem (obchody uroczystości - red.), by pokazać jeszcze przed wyborami parlamentarnymi, pokazać z kim mamy do czynienia, co oni znaczą, jak się zachowują, oddałem to, a jednocześnie podziękowałem Francji w tym samym dniu za wielki wkład w dzieło „Solidarności" - mówił Wałęsa.

Lech Wałęsa zapowiedział również, że uroczystości związane z rocznicą podpisania porozumień sierpniowych powinny być organizowane przez państwo. Jeśli tak się nie stanie, będzie on dążył do odebrania dzisiejszemu związkowi prawa do reprezentowania dawnej "Solidarności".