– Jeśli nie musisz, lepiej po zmroku nie wychodź. W Europie tylko Bradford i Marsylia mają wyższy wskaźnik morderstw na mieszkańca – radzi mi Dave, nauczyciel w średnim wieku spotkany w jednym z pubów w Conventry. Pogoda zachęca do spaceru: to połowa czerwca, noce w tej zwykle wietrznej i deszczowej części Anglii są dość przyjemne. Ale otoczenie hotelu Ramada w centrum 300-tysięcznego miasta, które ze względu na rozwinięty wówczas przemysł motoryzacyjny zostało niemal całkowicie zniszczone przez niemieckie bombardowania, zdecydowanie odstrasza. To sypiące się, identyczne jak dwie krople wody, rzędy domków z czerwonej cegły. Słabo oświetlone uliczki. Graffiti na ścianach i śmieci na ulicach. Wiele zamkniętych na cztery spusty sklepów. I niemal sami imigranci.