Były prezydent szedł na czele marszu wraz z Donaldem Tuskiem i Rafałem Trzaskowskim. Przed rozpoczęciem marszu, który - według organizatorów - miał zgromadzić na ulicach Warszawy nawet 500 tys. uczestników, Wałęsa wygłosił przemówienie, które jednak, w pewnym momencie, zostało przerwane okrzykami "idziemy!".
- Jak nie chcecie słuchać, to dziękuję - odparł Wałęsa i zakończył swoje wystąpienie.
Czytaj więcej
Przed uchwaleniem "lex Tusk" sądziliśmy, że w marszu weźmie udział ok. 150 tys. osób - mówiła w rozmowie z TVN24 posłanka Koalicji Obywatelskiej, B...
W rozmowie z Onetem, odnosząc się do tej sytuacji, Wałęsa stwierdził, że "widać różnicę w pokoleniach". Jak dodał "zawsze młode pokolenie idzie szybciej i na skróty" oraz "usuwa skutki".
- Samochód się rozbił. To remontują samochód. A ja natomiast, moje pokolenie, ogląda się do tylu i się zastanawia, dlaczego ten samochód się potłukł - wyjaśnił istotę różnicy, o której mówił, były prezydent.
Wałęsa stwierdził też, że w "młodzież nie patrzy na przyczyny" - Idzie skutki usuwać - dodał. - Ja się zastanawiam, jako pokolenie, które się ogląda na komunizm i agentów, czy my mamy rację, czy może oni? - pytał.
To był piękny, wspaniały marsz
Jednocześnie były lider "Solidarności" podkreślił, że "gdyby myślał po staremu to byłby teraz wściekły, że Tusk znacznie więcej wygrał", a on "coś przegrał". Ale - jak dodał - tak nie jest, bo "nie o niego szła rewolucja".
Wałęsa zadeklarował też, że "będzie wspierał Tuska", bo "to jest najlepszy i najmądrzejszy polityk na dziś". - On skutkami jedzie. I dobrze jedzie. Dobrze go słuchają. Nawet z tego punktu widzenia należy Tuska popierać - ocenił.
Mówiąc o marszu z 4 czerwca Wałęsa stwierdził, że "to był piękny, wspaniały marsz", i - jak dodał - "za to trzeba podziękować Tuskowi".