To, w jaki sposób Łatwogang potrafił wyzwolić pokłady tego, co w nas najlepsze, przejdzie niewątpliwie do historii polskiego internetu. Zaskoczył chyba zresztą samego siebie – przypomnijmy, że początkowo liczył na zebranie 500 tys. zł, a skończyło się na ponad 250 mln zł. Akcja przebiła się przez wszelkie istniejące bańki społecznościowe, osiągając skalę ogólnokrajową, a nawet globalną, bo przy okazji bite były rekordy Guinnessa, jeśli chodzi o internetową zbiórkę w czasie transmisji na żywo. Okazało się, że gdy sprawa jest słuszna, cel szlachetny, a intencje czyste, wezbranej fali dobra nic nie jest w stanie zatrzymać. Przy okazji dowiedzieliśmy się o sobie, że mimo wszystkiego, co nas na co dzień dzieli, najważniejsze jest to, co nas łączy – wszyscy chcemy, aby świat wokół nas był trochę lepszy. A gdzie zacząć naprawiać świat, jeśli nie tam, gdzie cierpią najbardziej bezbronni – dzieci toczące nierówną walkę z rakiem? Więc postanowiliśmy ten świat trochę naprawić i zrobiliśmy to w sposób, z którego możemy być dumni.
Czytaj więcej
251 885 518 mln zł – to bilans dziewięciodniowej transmisji charytatywnej influencera Piotra „Łatwoganga” Garkowskiego na rzecz Fundacji Cancer Fig...
O czym przypomnieli nam, przy okazji akcji Łatwoganga, Joanna Lichocka i Konrad Berkowicz?
W tym momencie miałem zacząć akapit od słowa „niestety”, ale po dłuższym namyśle stwierdziłem, że właściwsze będą jednak słowa „na szczęście”. Zatem – na szczęście pojawiły się też wpisy Joanny Lichockiej i Konrada Berkowicza. Na szczęście, bo – przy całej głupocie tych wpisów – przypomniały nam, że gdy zbyt bardzo zapamiętamy się w sporach, konfliktach, grach i gierkach, tracimy coś bardzo cennego. Nie potrafimy się szczerze zachwycić tym, że świat, przy całym swoim okrucieństwie i ogromie nieszczęścia wokół, potrafi być piękny. Zawsze bowiem szukamy okazji, by do beczki miodu dodać łyżkę dziegciu i zobaczyć, jak ktoś się nią krztusi. Oto bowiem posłanka PiS i poseł Konfederacji uznali, że ten wielki zryw polskich serc to dobra okazja, by umniejszyć inną wielką akcję charytatywną – Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. Lichocka pomyślała, że świetnym pomysłem będzie napisać, iż „legła w gruzach jego legenda o tym, że trzeba robić wielkie show za ogromne miliony wraz ze wsparciem wszystkich spółek Skarbu Państwa i z moralnym szantażem wobec Polaków”.
Wpis Joanny Lichockiej
Z kolei Konrad Berkowicz zrozumiał z tego, co się stało, tylko tyle, że „można zebrać ponad 150 baniek bez robienia z siebie klauna, angażowania aparatu państwa, pchania się do polityki, pozywania ludzi za komentarze i wyzywania ludzi na Woodstockach”.
Wpis Konrada Berkowicza
Wpisy te warto zauważyć, bo przypominają nam, jacy nie powinniśmy być. Jeśli bowiem nawet działalność charytatywną, która ma pomóc chorym dzieciom, uznajemy za pole walki o poparcie, narrację czy szansę na licytowanie się, kto ma koncesję na dobro, wówczas dowolną szlachetną inicjatywę możemy zmienić w narzędzie siania nienawiści. I wtedy zamiast zalewania świata dobrem będzie okładanie się dobrem po głowie. Zło i tak zbyt często zwycięża. Jeśli będziemy obdzierać dobro z jego szlachetności, będzie zwyciężać zawsze.
Posłom życzę, by spełniły się słowa „Modlitwy do Bogarodzicy” Krzysztofa Kamila Baczyńskiego
Joanno Lichocka i Konradzie Berkowiczu – tak po ludzku mi was żal. Ale mam nadzieję, że nawet dla was nie jest za późno. Mógłbym zacytować wam godną uwagi myśl Marka Twaina, że „lepiej milczeć i uchodzić za głupca, niż otworzyć usta i rozwiać wszelkie wątpliwości”. Zamiast tego jednak życzę wam, by w waszym przypadku spełniły się słowa „Modlitwy do Bogarodzicy” Krzysztofa Kamila Baczyńskiego: „nagnij pochmurną broń naszą, gdy zaczniemy walczyć miłością”.