To, w jaki sposób Łatwogang potrafił wyzwolić pokłady tego, co w nas najlepsze, przejdzie niewątpliwie do historii polskiego internetu. Zaskoczył chyba zresztą samego siebie – przypomnijmy, że początkowo liczył na zebranie 500 tys. zł, a skończyło się na ponad 250 mln zł. Akcja przebiła się przez wszelkie istniejące bańki społecznościowe, osiągając skalę ogólnokrajową, a nawet globalną, bo przy okazji bite były rekordy Guinnessa, jeśli chodzi o internetową zbiórkę w czasie transmisji na żywo. Okazało się, że gdy sprawa jest słuszna, cel szlachetny, a intencje czyste, wezbranej fali dobra nic nie jest w stanie zatrzymać. Przy okazji dowiedzieliśmy się o sobie, że mimo wszystkiego, co nas na co dzień dzieli, najważniejsze jest to, co nas łączy – wszyscy chcemy, aby świat wokół nas był trochę lepszy. A gdzie zacząć naprawiać świat, jeśli nie tam, gdzie cierpią najbardziej bezbronni – dzieci toczące nierówną walkę z rakiem? Więc postanowiliśmy ten świat trochę naprawić i zrobiliśmy to w sposób, z którego możemy być dumni.

Czytaj więcej

Ponad 250 mln złotych dla Cancer Fighters. Zakończył się rekordowy stream „Łatwoganga”

O czym przypomnieli nam, przy okazji akcji Łatwoganga, Joanna Lichocka i Konrad Berkowicz?

W tym momencie miałem zacząć akapit od słowa „niestety”, ale po dłuższym namyśle stwierdziłem, że właściwsze będą jednak słowa „na szczęście”. Zatem – na szczęście pojawiły się też wpisy Joanny Lichockiej i Konrada Berkowicza. Na szczęście, bo – przy całej głupocie tych wpisów – przypomniały nam, że gdy zbyt bardzo zapamiętamy się w sporach, konfliktach, grach i gierkach, tracimy coś bardzo cennego. Nie potrafimy się szczerze zachwycić tym, że świat, przy całym swoim okrucieństwie i ogromie nieszczęścia wokół, potrafi być piękny. Zawsze bowiem szukamy okazji, by do beczki miodu dodać łyżkę dziegciu i zobaczyć, jak ktoś się nią krztusi. Oto bowiem posłanka PiS i poseł Konfederacji uznali, że ten wielki zryw polskich serc to dobra okazja, by umniejszyć inną wielką akcję charytatywną – Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. Lichocka pomyślała, że świetnym pomysłem będzie napisać, iż „legła w gruzach jego legenda o tym, że trzeba robić wielkie show za ogromne miliony wraz ze wsparciem wszystkich spółek Skarbu Państwa i z moralnym szantażem wobec Polaków”. 

Wpis Joanny Lichockiej

Wpis Joanny Lichockiej

Foto: Facebook

Z kolei Konrad Berkowicz zrozumiał z tego, co się stało, tylko tyle, że „można zebrać ponad 150 baniek bez robienia z siebie klauna, angażowania aparatu państwa, pchania się do polityki, pozywania ludzi za komentarze i wyzywania ludzi na Woodstockach”.

Wpis Konrada Berkowicza

Wpis Konrada Berkowicza

Foto: Facebook

Wpisy te warto zauważyć, bo przypominają nam, jacy nie powinniśmy być. Jeśli bowiem nawet działalność charytatywną, która ma pomóc chorym dzieciom, uznajemy za pole walki o poparcie, narrację czy szansę na licytowanie się, kto ma koncesję na dobro, wówczas dowolną szlachetną inicjatywę możemy zmienić w narzędzie siania nienawiści. I wtedy zamiast zalewania świata dobrem będzie okładanie się dobrem po głowie. Zło i tak zbyt często zwycięża. Jeśli będziemy obdzierać dobro z jego szlachetności, będzie zwyciężać zawsze. 

Posłom życzę, by spełniły się słowa „Modlitwy do Bogarodzicy” Krzysztofa Kamila Baczyńskiego

Joanno Lichocka i Konradzie Berkowiczu – tak po ludzku mi was żal. Ale mam nadzieję, że nawet dla was nie jest za późno. Mógłbym zacytować wam godną uwagi myśl Marka Twaina, że „lepiej milczeć i uchodzić za głupca, niż otworzyć usta i rozwiać wszelkie wątpliwości”. Zamiast tego jednak życzę wam, by w waszym przypadku spełniły się słowa „Modlitwy do Bogarodzicy” Krzysztofa Kamila Baczyńskiego: „nagnij pochmurną broń naszą, gdy zaczniemy walczyć miłością”.