O tym, że wątek  dotyczący  nielegalnego finansowania kampanii PiS pojawił się w innym śledztwie Śląskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji w Katowicach, dotyczącego członka Trybunału Stanu z PiS i nieprawidłowości w Uzdrowisku Rymanów, informowało jako pierwsze radio ZET.

W rozmowach lokalnych działaczy i menedżerów uzdrowiska, podsłuchiwanych przez służby przez ponad rok, pojawił się wątek zbierania pieniędzy na kampanię Prawa i Sprawiedliwości.

Czytaj więcej

Partia władzy dostaje najwięcej. Wpłaty zależą „od stanowiska i zarobków”

Pieniądze miały pochodzić od członków zarządów i rad nadzorczych "spółek obsadzanych według klucza politycznego", a przekazywane sumy miały się wahać od 5 tys. do 15 tys. złotych

"Zrzutki na PiS" miały nie przechodzić przez konto komitetu wyborczego, a były przekazywane z ręki do ręki.

Według nieoficjalnych informacji, jesienią ubiegłego roku śledczy mieli przesłuchać w tej sprawie kilkadziesiąt osób, zajmujących stanowiska w spółkach samorządowych i państwowych.

Główny nurt wielowątkowego śledztwa ukierunkowany jest na art. 296a Kodeksu karnego, który dotyczy łapownictwa na stanowisku kierowniczym.

Radio RMF FM także poinformowało o tajnym śledztwie w sprawie podejrzeń o nielegalne finansowanie kampanii PiS. Według ustaleń dziennikarzy stacji, zbieraniem pieniędzy na "szeroko zakrojoną działalność polityczną" od sympatyków i członków PiS miał się zajmować prezes jednej ze spółek Skarbu Państwa z południowej Polski.

Wspomniany prezes, który stracił już stanowisko, potwierdził w rozmowie z dziennikarzem RMF FM, że jako osoba prywatna prowadził zbiórki pieniędzy, ale nie były one przeznaczone na finansowanie politycznej działalności Prawa i Sprawiedliwości. Jak tłumaczył, "zdarzało mu się prosić" o finanse na wsparcie walczącej Ukrainy, inicjatyw charytatywnych czy  fundowanie tablic pamiątkowych, a zbiórek tych nie rejestrował, bo "nie miał takiego obowiązku".