Od 1967 r. obowiązywał jasny układ: Disney płaci megapodatki, a władze stanowe się do jego spraw nie mieszają. Taki był warunek, jaki bracia Walt i Roy Disney postawili przed rozpoczęciem budowy największego wówczas parku rozrywki na świecie – Disney World w Orlando. Nie chcieli powtórzyć złych doświadczeń, jakie mieli w Anaheim w Kalifornii. Wydzielono więc dla nich specjalny teren, de facto poza jurysdykcją stanową. Tak wyrósł potentat, który daje pracę 75 tys. osobom i każdego roku przyciąga 50 mln turystów. I wnosi najwięcej do stanowej kasy.