– Uczciwiej byłoby przyznać, że wzrost wynagrodzeń w budżetówce jest za niski w stosunku do inflacji i zwiększyć go dla wszystkich pracowników tej sfery, a nie tylko w swojej kancelarii – mówi poseł KO Jarosław Urbaniak.
– W kancelarii głowy państwa zarabia się lepiej niż w większości budżetówki, więc wyższe niż normalne podwyżki mogą budzić oburzenie – dodaje Piotr Szumlewicz, szef Związku Zawodowego Związkowa Alternatywa.
X
Czytaj więcej
Niektórzy pracownicy kancelarii głowy państwa mogą liczyć na wyższy wzrost płac niż reszta budżetówki.
W ten sposób komentują podwyżki, które pracownikom swojej kancelarii umożliwił prezydent Andrzej Duda. W niektórych przypadkach znacznie przewyższają one planowany wzrost wynagrodzeń całej sfery budżetowej, wynoszący 7,8 proc.
Podwójny mechanizm
Tak wynika z zarządzenia w sprawie zasad wynagradzania pracowników Kancelarii Prezydenta RP, które 20 lutego podpisał Andrzej Duda. Podwyższa ono widełki płacowe pracowników kancelarii, choć nie takim, którzy pełnią kierownicze stanowiska państwowe, jak prezydent czy ministrowie. Np. górna granica płac u dyrektora poszła w górę z 12,5 do 14 tys., a specjalisty z 8 do 8,8 tys. zł.
Niektóre podwyżki przekraczają 7,8 proc. zaplanowane dla budżetówki, jednak co innego może budzić kontrowersje. Chodzi o to, że prezydent dodatkowo podwyższył górną kwotę dodatków funkcyjnych. W przypadku stanowisk kierowniczych maksymalny dodatek wzrósł z 40 do 45 proc., a niektórych stanowisk samodzielnych – z 20 do 25 proc. W związku z tym np. maksymalne zarobki dyrektora wzrosły aż o 16 proc., z 17,5 do 20,3 tys. zł.
wynosi tegoroczny wzrost wynagrodzeń w budżetówce
To kwoty maksymalne. Zarządzenie zakłada dowolność w kształtowaniu płac, zarówno jeśli chodzi o widełki wynagrodzenia zasadniczego, jak i dodatku funkcyjnego. Ilu pracowników może liczyć na podwyżki i dlaczego prezydent podwyższył dodatki funkcyjne? Spytaliśmy o to Kancelarię Prezydenta, ale nie otrzymaliśmy odpowiedzi.
Andrzej Duda jest jednak niejedynym pierwszoplanowym politykiem, który dał podwyżki swoim podwładnym. Kolejnym jest premier Mateusz Morawiecki.
Ten drugi rozporządzenie w sprawie zasad wynagradzania pracowników KPRM podpisał 30 marca. Nieoczekiwanie tego samego dnia pojawiło się ono na stronach Rządowego Centrum Legislacji i już podpisane w Dzienniku Ustaw.
Sam akt nie budzi takich kontrowersji, jak ten podpisany przez prezydenta. Z uzasadnienia wynika, że głównym celem jest dopasowanie płac do średniorocznego wskaźnika wzrostu wynagrodzeń w sferze budżetowej i rzeczywiście górne widełki dla wszystkich stanowisk wzrosły o około 7,8 proc.
Zarobki bez limitu
Problem w tym, że w KPRM już wcześniej umożliwiono wysokie zarobki. Tuż przed sylwestrem w 2021 roku Mateusz Morawiecki zniósł górną granicę dodatku służbowego, wynoszącego dotąd 40 proc. wynagrodzenia zasadniczego, czym samym w praktyce dopuścił możliwość nielimitowanych wynagrodzeń. Wcześniej inną nowelizacją rozporządzenia umożliwił tworzenie w KPRM stanowisk kierowników projektu z gigantyczną jak na ten urząd pensją 16 tys. zł.
Patologią całej sfery budżetowej jest to, że duża część wynagrodzeń zależy od arbitralnej decyzji szefa
Centrum Informacyjne Rządu informowało nas później, że żaden z pracowników nie dostał dodatku przekraczającego obowiązującą wcześniej granicę 40 proc. wynagrodzenia zasadniczego. Przyznało za to, że w KPRM rzeczywiście utworzono stanowiska kierowników projektu. Ich dokładnych zarobków nam nie podało. Po ostatniej podwyżce maksymalne wynagrodzenie głównego kierownika projektu wynosi 17,3 tys. zł. To więcej, niż zarabia wiceminister.
Piotr Szumlewicz uważa, że rozdmuchane zarobki w kancelariach premiera i prezydenta to niejedyny problem. – Patologią całej sfery budżetowej jest to, że duża część wynagrodzeń zależy od arbitralnej decyzji szefa. Podobnie jest w KPRM i KPRP – zauważa.