W poniedziałek z Prawa i Sprawiedliwości odszedł marszałek województwa śląskiego Jakub Chełstowski. Jego śladem poszło troje dotychczasowych radnych PiS Rafał Kandziora, Maria Materla oraz Alina Nowak.

Czytaj więcej

PiS stracił Śląsk. Przewodniczący sejmiku odwołany. Wicemarszałek Kałuża złożył rezygnację

- Moja tolerancja wobec nagannych zjawisk w partii, w zarządzie województwa, po prostu się wyczerpała. Przez długie miesiące apelowałem o rozwiązanie kwestii Wojciecha Kałuży i jego odpowiedzialności za nieprawidłowości w Funduszu Górnośląskim. Słyszałem tylko: „Musimy wytrwać do końca kadencji”. Ja wytrwam, ale nie w takim układzie personalnym - mówi portalowi slazag.pl o powodach swojej decyzji marszałek Chełstowski.

- Wojtek (Kałuża - red.) miał swój moment i swoją szansę. Gdy postawił wszystko na jedną kartę, umówiliśmy się na dwie zasady: uczciwość i pracowitość. Jednego, niestety, zaczęło brakować, a ja nie zamierzałem dłużej firmować tego własną twarzą - dodał.

Czytaj więcej

Marszałek województwa śląskiego po odejściu z PiS: Poziom smrodu przekroczył granicę

Chełstowski powiedział, że momentem, którzy przeważył, było spotkanie z Jarosławem Kaczyńskim w Myszkowie. 

- Ani słowa o przyszłości województwa śląskiego, za to zdecydowany kurs antyunijny. Jestem z pokolenia, które chce żyć w Europie. Polityka PiS wobec Unii jest twarda, ale nie zawsze rozsądna. Sam wielokrotnie musiałem tłumaczyć w Europejskim Komitecie Regionów, że Polska nie zamierza wychodzić z UE. Ze swojego doświadczenia wiem, że w Brukseli słuchają polskich argumentów. Tylko trzeba je przedstawiać, a nie wiecznie się obrażać - powiedział.