Marek Falenta: O synu Tuska opowiem przed komisją

Nigdy nie spotkałem nikogo z rosyjskich służb i nigdy nikomu nie sprzedałem żadnych nagrań – twierdzi Marek Falenta.

Publikacja: 01.11.2022 22:30

Marek Falenta

Marek Falenta

Foto: Fotorzepa, Robert Gardziński

W połowie października „Newsweek” ujawnił, że według zeznań Marcina W., byłego wspólnika Marka Falenty, biznesmen sprzedał taśmy z nagraniami polskich polityków rosyjskim służbom. Do sprzedaży taśm miało dojść na miesiąc przed wybuchem tzw. afery taśmowej. Przypomnijmy, że Falenta w związku z aferą został skazany na 2,5 roku więzienia.

W efekcie publikacji „Newsweeka" i apelu byłego premiera Donalda Tuska o powołanie komisji śledczej Prokuratura Krajowa opublikowała stenogramy z sześciu zeznań Marcina W. Mówił on w nich m.in. o łapówkach: 600 tys. euro, które miał odebrać Michał Tusk, syn byłego premiera, 6 tys. zł dla Sławomira Nowaka, eksministra infrastruktury, i datku 20–30 tys. zł na fundację wskazaną przez Grzegorza Napieralskiego z Lewicy. Marcin W. współpracuje z prokuraturą – za przestępstwa podatkowe grozi mu nawet 15 lat więzienia.

To pierwszy i jedyny wywiad, jakiego Marek Falenta udzielił mediom od tamtego czasu.

Czytaj więcej

Tusk reaguje na działania Ziobry. "Rosyjskie metody, nie dam się przestraszyć"

Kim jest Marcin W.?

Przez długi czas myślałem, że jest normalnym przedsiębiorcą. Po latach z akt prokuratury w Gdańsku dowiedziałem się, że jest to notoryczny oszust i wyłudzacz, który od 2000 r. był regularnie skazywany za oszustwa i wyłudzenia. Nie miałem o tym pojęcia, a moją czujność uśpiło to, że polecili mi go dwaj znajomi, w tym prezes ogromnej firmy importerskiej Barter. Przez to zyskał moje zaufanie. Poznaliśmy się przez nich, przedstawili mi go w listopadzie 2013 r.

Jak zakończyła się wasza współpraca? Czy ma pan wobec niego jakieś zobowiązania finansowe, a może odwrotnie?

Nasza współpraca zakończyła się bardzo szybko, bo w maju 2014 r., w momencie zatrzymania Marcina W. przez prokuraturę w Bydgoszczy w ramach „interwencji” Donalda Tuska, do czego w końcu po ośmiu latach publicznie się przyznał na konferencji prasowej. Tusk publicznie też przyznał, że zrobił to na podstawie podejrzenia o wyłudzenie VAT. Po latach, tak jak cały czas mówiliśmy, okazało się, że nie było żadnego wyłudzenia, bo urząd skarbowy zwrócił syndykowi SkładówWęgla.pl cały należny VAT. Pisał o tym około dwa lata temu „Puls Biznes”. Potwierdziło się to, co mówiłem od początku, że nasza polska firma została zniszczona na zlecenie polityczne przez Donalda Tuska. Nie było zakazu importu rosyjskiego węgla, a więc działania Donalda Tuska były niezgodne z prawem.

Dlaczego biznes z Marcinem W. panu nie wyszedł?

Na interesie SkładówWęgla.pl straciłem około 35 mln zł. Około 3,5 mln wpłaciłem bezpośrednio do spółki na objęcie udziałów i pożyczkę oraz 0,5 mln zł na kaucję za żonę Marcina W. Monikę i 30 mln zł, których domaga się od jednej z moich cypryjskich spółek firma KTK Polska. Do podpisania umowy z KTK nakłonił mnie podstępem W., który wprowadził mnie w błąd co do istnienia tej wierzytelności KTK, poręczeń i zabezpieczeń z jego strony. Nigdy nie otrzymałem od niego nawet złotówki. Nawet na kilkadziesiąt tysięcy na bilety lotnicze do Kemerowa mnie naciągnął. Ogólnie to była moja największa biznesowa porażka.

Marcin W. zeznał, że podczas wyjazdu do Kemerowa w maju 2014 r. miał pan sprzedać rosyjskim służbom nagrania z tzw. afery taśmowej. W domyśle – by zarobić i zagwarantować sobie bezpieczeństwo. To prawda?

Po pierwsze, nigdy nie spotkałem nikogo z rosyjskich służb, po drugie, nie znałem nikogo z osób, które W. przedstawił mi w Kemerowie, po trzecie, nigdy nikomu nie sprzedałem żadnych nagrań. Jeżeli ktoś jest w stanie sobie wyobrazić, że sprzedaję nagrania Rosjanom, których widziałem pierwszy raz w życiu, to musi mieć ogromną wyobraźnię, co najmniej taką jak W.

Czytaj więcej

Większość Polaków chce komisji śledczej w sprawie afery taśmowej

To w takim razie jak było?

Z chęcią opowiem. W. namówił mnie do tej wizyty, żeby przedstawić mnie swoim kontrahentom. Wizyta miała polegać na tym, że KTK chciało zobaczyć nowego inwestora i pochwalić się swoją kopalnią oraz porozmawiać o niezapłaconej cenie za wierzytelność. Zaznaczam przy tym, że dłużnik przelanej przez KTK na moją spółkę wierzytelności od razu po zawiadomieniu zakwestionował ważność tych umów, co po latach okazało się prawdą. Nie wiedziałem wtedy, o co chodzi. W aktach prokuratury zobaczyłem cały spór, jaki był między KTK a Energo.

Dodam też, że to W. miał za nią zapłacić mojej spółce, a moja spółka do KTK. Oczywiście W. nie wywiązał się z tej umowy. Na wszystko są odpowiednie dokumenty i dowody. Prokuratura w Gdańsku wykonała świetną robotę.

Wróćmy jednak do Kemerowa.

Przylecieliśmy do nich i pojechaliśmy na spotkanie w biurze do pana Igora Prokudina. W spotkaniu brało udział około siedmiu osób. Odbywało się w całości w języku rosyjskim i prowadził je W. z prezesem KTK Polska panem Piotrem Matuszakiem. Przed spotkaniem W. prosił mnie, żebym się nie odzywał, bo tylko on dobrze ich zna i ich zwyczaje. Po ustaleniach pojechaliśmy do jakiejś posiadłości, gdzie strzelaliśmy do rzutek. To był ostatni raz, kiedy widziałem Prokudina. Potem pojechaliśmy do domu, w którym mieliśmy spać. Zjedliśmy kolację, byliśmy w bani i poszliśmy spać. W spotkaniu uczestniczyli Ivan Gepting, wtedy dyrektor handlowy, Piotr Matuszak i my. Nie było żadnych agentów obcych służb. Nikt mnie nie poprosił o wyjście z bani. Raczej takie sprawy najlepiej załatwia się właśnie w saunie, a nie poza nią. Nikomu nie obiecywałem żadnych nagrań, ani nikt ich ode mnie nie chciał. Nie rozmawiałem o tym nigdy z W.

Czytaj więcej

Afera taśmowa. Błaszczak mówi o kompromitacji Donalda Tuska

To dlaczego Marcin W. powiedział o tym w prokuraturze?

Rozumiem jego sytuację procesową i dlaczego tak musi mówić. W wyniku popełnionych tak wielu przestępstw grozi mu recydywa i walczy o jak najmniejszy wymiar kary. Widziałem jego propozycję skierowaną do prokuratury polegającą na dobrowolnym poddaniu się karze pięciu lat więzienia w zawieszeniu na dziesięć lat w zamian za swoje zeznania. Ich wiarygodność wszyscy widzieliśmy w telewizji.

Jak pan może udowodnić, że taka sytuacja nie miała miejsca?

W tych spotkaniach uczestniczyło wiele osób, a tylko jeden W. o tym mówi. Wszystkie osoby były przesłuchiwane w prokuraturze i niczego takiego nie potwierdziły, a każda z nich opowiedziała dokładnie przebieg naszej wizyty w Kemerowie. To dowodzi, że W. to kłamczuch i manipulator. Myślę, że wiele oszukanych przez niego osób może to potwierdzić.

Czytaj więcej

Afera taśmowa. W poszukiwaniu nowych oskarżeń

Dlaczego Marcin W. miałby pana obciążać, mówiąc o sprzedaży taśm Rosjanom?

Tak jak mówiłem. Broni się przed odpowiedzialnością karną.

Marcin W. twierdzi, że w siedzibie pana firmy syn byłego premiera przyjął od was łapówkę 600 tys. euro. Czy do tego doszło? Michał Tusk utrzymuje, że nie zna ani pana, ani W.

Odpowiedź na to pytanie pozostawię sobie na komisję śledczą bądź weryfikacyjną.

Czy wobec rosyjskich kontrahentów nadal ma pan długi? Na jakim etapie są rozliczenia? Ile prawdy jest w tym, że z rosyjskich długów nie wychodzi się żywym? Panu się udało.

Ja i moi prawnicy uważamy, że nie mam wobec KTK długu, zwłaszcza w świetle ostatnich ustaleń prokuratury w Gdańsku. Sprzedano mi wierzytelność, która w momencie jej sprzedaży nie istniała. Potwierdzają to zeznania pracowników rzekomego dłużnika wierzytelności oraz dokumenty urzędowe – nakazy zapłaty. Wnieśliśmy odpowiednie pozwy przeciwko KTK, ale do dzisiaj nie doczekaliśmy się przez dwa lata nawet pierwszej rozprawy. Jestem przekonany, że ostatecznie wygramy ten spór, w który ja i KTK zostaliśmy wmanewrowani przez W. Co do pytania o życie, to uważam, że ludzie z KTK są normalni, a więc cała sprawa odbywa się tak, jak powinna na gruncie sądowym. Nasze spory wynikają z oszustwa Marcina. Bo to ja i KTK przez niego straciliśmy. KTK chce, żebym to ja zapłacił długi swojego wspólnika, ale nie takie były ustalenia.

Czytaj więcej

Afera taśmowa. Budka zarzuca rządzącym "putinowskie metody walki z opozycją"

Jak w ogóle nawiązał pan współpracę z Rosjanami z branży węglowej?

W zaledwie kilkumiesięcznym okresie mojego uczestnictwa w projekcie Składów Węgla moim zadaniem była pomoc w restrukturyzacji spółki i refinansowanie istniejącego zadłużenia poprzez pozyskanie kapitału od inwestorów i wprowadzenie spółki na GPW. Całą stroną operacyjną handlu węglem oraz kontaktami z kontrahentami zajmował się W. Każdy miał zajmować się tym, na czym się zna najlepiej. W moich oczach to był świetny projekt, który został zniszczony przez W. i Tuska.

W połowie października „Newsweek” ujawnił, że według zeznań Marcina W., byłego wspólnika Marka Falenty, biznesmen sprzedał taśmy z nagraniami polskich polityków rosyjskim służbom. Do sprzedaży taśm miało dojść na miesiąc przed wybuchem tzw. afery taśmowej. Przypomnijmy, że Falenta w związku z aferą został skazany na 2,5 roku więzienia.

W efekcie publikacji „Newsweeka" i apelu byłego premiera Donalda Tuska o powołanie komisji śledczej Prokuratura Krajowa opublikowała stenogramy z sześciu zeznań Marcina W. Mówił on w nich m.in. o łapówkach: 600 tys. euro, które miał odebrać Michał Tusk, syn byłego premiera, 6 tys. zł dla Sławomira Nowaka, eksministra infrastruktury, i datku 20–30 tys. zł na fundację wskazaną przez Grzegorza Napieralskiego z Lewicy. Marcin W. współpracuje z prokuraturą – za przestępstwa podatkowe grozi mu nawet 15 lat więzienia.

Pozostało 92% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Polityka
Adrian Zandberg apeluje do Donalda Tuska o wycofanie się z kredytu 0%. „Zapomnijmy o sprawie”
Polityka
Marian Banaś: Z powrotem przystępujemy do kontroli Funduszu Sprawiedliwości
Polityka
Marcin Romanowski o nagraniach ws. Funduszu Sprawiedliwości: Burza w szklance wody, prowokacja
Polityka
Kolejne nagranie w sprawie Funduszu Sprawiedliwości. "Nawet już teraz dosypmy im"
podcast
Sprawa Funduszu Sprawiedliwości mocno uderza w Suwerenną Polskę, Tusk przecina spekulacje prezydenckie
Materiał Promocyjny
CERT Orange Polska: internauci korzystają z naszej wiedzy