Prezydent został zamordowany w swoim domu w Port-au-Prince, o 1 w nocy z wtorku na środę. Policja zabiła czterech napastników, a schwytała dwóch. Reszta w czwartek rano nadal była na wolności. Nie wiadomo, kto stał za zabójstwem i jak udało się napastnikom przebić przez gęstą ochronę prezydenta.
– Dokonali tego dobrze wyszkoleni profesjonaliści, zabójcy, komandosi – powiedział ambasador Haiti w USA.
Podczas napadu na prezydenta poważnie ranna została też jego żona – Martine. Przy pomocy amerykańskiego Departamentu Stanu została wywieziona z kraju i przetransportowana do szpitala w Miami, gdzie bezpiecznie może przechodzić leczenie. – Potępiamy ten haniebny akt zabójstwa – powiedział amerykański prezydent Joe Biden i zobowiązał Stany Zjednoczone do pomocy.
11-milionowe Haiti należy do najbiedniejszych na zachodniej półkuli. Od lat wspierane jest pomocą finansową USA i społeczności międzynarodowej, szczególnie po trzęsieniu ziemi, które w 2010 r. zdewastowało ten niewielki kraj. Śmierć prezydenta Moise'ego pogłębiła obawy o dalsze losy Haiti, wycieńczonego, oprócz biedy, rosnącą przestępczością gangową, protestami, korupcją i nieudolnym zarządzaniem gospodarką. Kraj ma za sobą długą historię kryzysu politycznego podsycanego serią puczów w XX i XXI wieku, wspieranych przez siły zachodnie, które od dekad wywierają wpływ na to, co się dzieje w tym kraju.
Haiti, niegdyś kolonia francuska, to obecnie parlamentarna demokracja, ale bez funkcjonującego parlamentu. Jovenel Moise rządził dekretami, mógł sam zmieniać prawo, mianować premierów, bo tradycyjnie urząd prezydenta Haiti ma w ręku władzę wykonawczą. Moise ociągał się z odejściem z urzędu twierdząc, że jego kadencja jeszcze się nie skończyła. Przesuwał wybory, które miały się odbyć w tym roku, ale nie wiadomo było, kiedy i czy się odbędą. Miał poparcie Stanów Zjednoczonych oraz Organizacji Państw Amerykańskich, ale opozycji haitańskiej nie podobały się jego rządy zbliżone do autorytarnych. Tysiące Haitańczyków wyszło w lutym na ulice, domagając się jego ustąpienia, uważając, że skończyła się jego pięcioletnia kadencja.
Po śmierci Moise'ego nie jest jasne, kto ma sprawować władzę. Przewodniczący Sądu Najwyższego, który normalnie w takiej sytuacji miałby prawną możliwość ustanowienia porządku, zmarł w czerwcu na covid. W środę Claude Joseph, tymczasowy premier, przejął dowodzenie krajem, policją, wojskiem i wprowadził 15-dniowy stan wojenny. Eksperci konstytucyjni nie są pewni, czy ma on moc prawną i czy Joseph może pozostać u władzy. Tym bardziej że w tym tygodniu miał zostać zastąpiony przez nowego, szóstego w ciągu ostatnich czterech lat, premiera Ariela Henry'ego mianowanego przez prezydenta Moise'ego. Henry skrytykował Josepha za przejęcie władzy, wprowadzenie stanu wojennego i zaapelował o pokojowe przekazania rządów. – Nikt nie rozumie, co się dzieje na poziomie politycznym. Większość polityków i członków inteligencji jest bezsilna i czeka na dalszy ciąg wypadków – powiedziała w wywiadzie dla „New York Timesa" Lilas Desquiron, pisarka i minister kultury w latach 2001–2004.
Rada Bezpieczeństwa ONZ miała w czwartek zebrać się, by przedyskutować kryzys na Haiti. Wielu Haitańczyków jednak postrzega stacjonujące tam międzynarodowe siły pokojowe jako okupujące. Ich misją jest pilnowanie porządku i pomoc krajowi w wyjściu z politycznego zamętu. Ale stracili reputację po wybuchu epidemii cholery w 2010 roku. Przez złą higienę chorobę rozprzestrzenili zainfekowani członkowie korpusu pokojowego.