Von der Leyen zapytano podczas debaty o to, jakie będzie dalsze postępowanie KE wobec Polski w kwestii wypłaty pieniędzy z KPO. Podziękowała za to pytanie, które, jak zauważyła, daje jej możliwość wyjaśnienia sprawy Polski i Węgier.

Komisja Europejska przyjęła polski Krajowy Plan Odbudowy w czerwcu, ale postawiła Warszawie warunki w postaci kamieni milowych, których wypełnienie warunkowało wypłatę pieniędzy. Jednym z warunków było przywrócenie niezależnego sądownictwa w Polsce i likwidacja Izby Dyscyplinarnej SN.

Czytaj więcej

KE i Polska podpisały umowę ws. wypłat z KPO

- Problem, jaki mamy z polskim rządem, polega na tym, że jesteśmy głęboko przekonani, iż nie ma już niezależności sądownictwa. To jest trudne - powiedziała von der Leyen.

Zauważyła, że polski rząd stosuje narrację: biurokraci w Brukseli nie chcą dać nam pieniędzy, a my na nie zasługujemy, bo na przykład pomagamy uchodźcom z Ukrainy, tymczasem jest to łączenie dwóch spraw, które "nie mają ze sobą nic wspólnego".

Polska wyrokiem TSUE otrzymała nakaz przywrócenia niezależności sądownictwa i musi się do tego zastosować.  KE nie ma innych możliwości egzekwowania wyroków Trybunału niż narzędzia prawne.

Von der Leyen powiedziała, że polski rząd nie chce zmienić prawa w taki sposób, jaki jest zapisany w kontrakcie z Unią Europejską, i przywrócić niezależności sądownictwa.

- Dlatego nie możemy i nie będziemy mogli przekazać żadnych pieniędzy - powiedziała szefowa KE.

Von der Leyen zauważyła, że już na początku lipca wskazywała, że ustawa, którą złożył prezydent Andrzej Duda, mogła rozwiązać problem niezależności sędziów, ale poprawki, które sprawiały, że ustawa była akceptowalna dla KE, zostały usunięte "dzięki" kompromisowi między prezydentem, PiS i środowiskiem Zbigniewa Ziobry.

Prowadzone obecnie przez polski rząd rozmowy z Brukselą - trwają m.in. prace nad techniczny sposobem weryfikacji osiągnięcia celów zapisanych w KPO - wskazują, że Warszawa nie wycofała się z Funduszu Odbudowy. Nie oznacza to jednak postępu w realizacji kamieni milowych związanych z praworządnością.

Zatwierdzenie w czerwcu przez Radę UE polskiego KPO, uzupełnione przez umowę finansową, umożliwia Polsce Polsce aciąganie prawnych zobowiązań finansowych  w ramach KPO. Dlatego Warszawa jest w lepszej sytuacji niż Budapeszt bez zatwierdzonego KPO, bo aż 70 proc. pieniędzy musi być zaprogramowane do końca tego roku pod groźbą przepadnięcia. Obecnie Polsce to nie grozi, choć płatności za wdrożenie zaprogramowanych reform i inwestycji będą dokonywane dopiero po zweryfikowaniu tego wdrożenia przez Brukselę – najpóźniej do 2026 r.