Trzy dni trwała wizyta w Polsce komisji Parlamentu Europejskiego do spraw Pegasusa i innych programów szpiegujących. Delegacja komisji (dziesięciu członków pięciu frakcji z sześciu państw) była goszczona przez Sejm i Senat, rozmawiała z przedstawicielami NIK, pokrzywdzonymi politykami, dziennikarzami i prawnikami oraz dr. hab. Adamem Bondarem, byłym rzecznikiem praw obywatelskich, jak również byłymi szefami polskich służb specjalnych. Mimo zaproszeń nie pojawił się żaden z członków rządu.

Zbigniew Ziobro, minister sprawiedliwości i prokurator generalny, oraz Mariusz Kamiński, minister spraw wewnętrznych i administracji, nie zdecydowali się na rozmowę z komisją ani nie wysłali swoich przedstawicieli.

Czytaj więcej

Kohut: Kamiński i Ziobro nie chcą odpowiadać na pytania

– System działa przeciwko obywatelom. To działanie zamierzone – oceniła sytuację w Polsce Sophie in ’t Veld, członkini komisji, a jej przewodniczący Jeroen Lenaers przyznał, że mimo iż mandat komisji dotyczy wszystkich państw UE, to „władze polskie nie chciały współpracować z komisją”. Lenaers powiedział też, że „afera szpiegowska jest kolejnym przykładem na to, że nad Wisłą wszystko ma służyć siłom politycznym”.

Inaczej sprawę widzi inny jej członek Dominik Tarczyński z PiS, który był członkiem delegacji komisji pierwszego dnia. – Komisja nie ma uprawnień śledczych i zajmuje się użyciem Pegasusa w UE, a nie tylko w Polsce. 14 państw w samej tylko UE używało Pegasusa, a przecież jeszcze korzystano z niego w Maroku czy Indiach – mówi.

Konkluzje ze spotkań komisji w Polsce są niepokojące. Okazuje się, że w Polsce z Pegasusa korzystano setki razy, zgody na podsłuchiwanie mogły być od sędziów wyłudzane, nie ma żadnej kontroli nad służbami, kontrole NIK są utrudnione, a program i jego użycie są bardzo drogie i tylko inwigilacja samego Krzysztofa Brejzy, polityka PO, kiedy był szefem kampanii Koalicji Obywatelskiej w 2019 roku, kosztowała 20 mln zł.

– Nie wiadomo, gdzie są przechowywane informacje, również wrażliwe dane, i czy bezpieczeństwo państwa nie zostało narażone na szwank. Prawnicy, adwokaci, prokurator, dziennikarze byli podsłuchiwani przez zagraniczny system szpiegowski, a dane wrażliwe, e-maile, telefony mogą być przechowywane za granicą – mówi „Rz” członkini komisji Róża Thun, która w PE reprezentuje Polskę 2050.

Eurodeputowanej Renew Europe odpowiada Tarczyński, który ma wątpliwości co do celów komisji: – Senat mówi, że to jest broń cybernetyczna, która powinna być zakazana. To pytam, czy szefowie innych państw powinni być pociągnięci do odpowiedzialności? Czy powinna odpowiedzieć izraelska firma producencka? Czy był jakiś przypadek, że nie było zgody sądu na podsłuchy? Zgody sądu były, a jeśli sędziowie nie wiedzieli, co podpisują, to powinni zostać pociągnięci do odpowiedzialności.

Czym się skończą prace komisji? W listopadzie powstanie projekt raportu, a finalna jego wersja ma być gotowa do kwietnia przyszłego roku. Polska będzie miała w nim duży rozdział – słyszymy od przedstawicieli komisji.

Przedstawiciele PiS nie mają sobie nic do zarzucenia. – Jeśli raport powstanie i będzie dotyczył wszystkich państw i producentów, to dobrze. Komisja, nie mając narzędzi śledczych, nie wniesie niczego nowego, poza ocenami politycznymi – uważa europoseł Tarczyński.