Na amerykańskim rynku brakuje go od lutego. Obecnie braki szacowane są na około 50 proc., co widać gołym okiem po pustych półkach w sklepach. Problem jest o tyle poważny, że – jak ocenia Centrum Kontroli i Zapobiegania Chorób – tylko 25 proc. amerykańskich dzieci karmionych jest piersią.

W rezultacie rodzice godzinami jeżdżą po sklepach w poszukiwaniu pokarmu, inni wbrew radom lekarzy rozwadniają mleko lub próbują domowych zamienników. Temat nie schodzi z czołówek gazet i portali informacyjnych, gdzie pełno też porad i ostrzeżeń dla rodziców karmiących butelką. – To poważny problem, potencjalnie zagrażający życiu niemowlaków – ostrzegał w wywiadzie dla NPR dr Benjamin Gold, gastroenterolog dziecięcy z Atlanty.

Administracja Joe Bidena w maju wkroczyła do akcji, szukając rozwiązań, by zażegnać kryzys. Prezydent spotkał się z sieciami sklepowymi oraz producentami, takimi jak Walmart, Target, Reckitt i Gerber, by przedyskutować możliwość zwiększenia produkcji oraz dostaw, szczególnie w rejonach pozamiejskich. Jego administracja zaangażowała Federalną Komisję ds. Handlu (FTC) oraz stanowe władze do walki z podnoszeniem cen, by przyspieszyć dostawy zniosła przepisy dotyczące pakowania, nakazała racjonowanie produktu i zwiększenie dostaw dla federalnego programu WIC, z którego korzystają rodziny o niskich dochodach. Jest też mowa o odwołaniu się do Defense Production Act, ustawy z czasów wojny, na mocy której w sytuacji kryzysowej rząd może nakazać firmom produkcję potrzebnego wyrobu oraz dyskusje o zniesieniu cła i importowaniu mleka w proszku z Meksyku, Chile, Irlandii oraz Holandii.

– Wiemy, że o wiele więcej musi zostać zrobione, ale nasze przesłanie do rodziców jest takie: widzimy wasz niepokój i chcemy zrobić wszystko, co możliwe, zniesiemy wszelkie niepotrzebne przepisy, żeby naprawić sytuację i dostarczyć mleko w proszku do sklepów – powiedziała w ubiegłym tygodniu sekretarz prasowa Białego Domu Jen Psaki.

Niestety, jak szacują eksperci, na poprawę sytuacji może trzeba będzie poczekać nawet kilka miesięcy.

Problem z dostępnością mleka w proszku zaczął się w lutym, gdy największy producent, firma Abbott Nutrition, musiał zamknąć fabrykę w Michigan i wycofać sporą część produktu po tym, jak czworo dzieci trafiło do szpitala z infekcją bakteryjną, a dwójka z nich zmarła. Do tej pory nie wiadomo, kiedy fabryka zostanie ponownie otwarta, bo przechodzi federalne inspekcje, które wykryły różne nieprawidłowości. Problem pogarszają trwające od miesięcy przerwy w łańcuchu dostaw i brak rąk do pracy, które utrudniają innym wytwórcom szybkie zwiększenie produkcji. Poza tym to sektor kontrolowany przez zaledwie kilku producentów, a Abbott zawładnął ponad 40 proc. rynku i dużą częścią kontraktów z federalnym programem WIC.

Sytuację wykorzystują republikanie rozkręcający kampanie wyborcze przed wyborami połówkowymi, włączając braki mleka do agendy politycznej. Dla nich, po inflacji, rekordowo wysokich cenach benzyny i innych problemach gospodarczych brak tak podstawowego produktu jest dowodem na to, że rządy demokratów prowadzą do ruiny kraju. – W Ameryce Joe Bidena łatwiej zdobyć fajkę do cracku w finansowanym przez rząd zestawie do palenia niż mleko dla dzieci – powiedział Mike Waltz, republikanin z Florydy.

Natomiast skrajnie konserwatywna Marjorie Greene wytykała władzom, że – według obowiązujących przepisów – dostarczają mleko w proszku dla dzieci nielegalnych imigrantek, które przekroczyły południową granicę.