W Niemczech lista prorosyjskich graczy też pełna jest znanych nazwisk z różnych środowisk politycznych. Przede wszystkim są na niej vipy z trzech partii. Co najważniejsze - ze współrządzącej całymi Niemcami socjaldemokratycznej SPD (z jej szefem i wicekanclerzem Sigmarem Gabrielem na czele, nie mówiąc już o dyżurnym lobbyście Kremla byłym kanclerzu Gerhardzie Schröderze).
Poza tym z postkomunistycznej Lewicy (która za rok może współrządzić) i rosnącej w siłę antyimigranckiej Alternatywy dla Niemiec. Do tego antyislamski ruch PEGIDA oraz biznesowe organizacje, w które zaangażowani są także politycy wywodzący się i z innych ugrupowań, mogących się wydawać rusorealistycznymi. W tym były poseł CDU i przez lata minister do zadań specjalnych w urzędzie kanclerz Angeli Merkel Ronald Pofalla (porzucił politykę, by wejść do zarządu państwowych kolei).
We Francji prorosyjscy są prawie wszyscy, poza najważniejszymi politykami rządzącej Partii Socjalistycznej, która jednak zapewne w przyszłym roku straci władzę. Choć i wśród socjalistów są „konie trojańskie” - w tym Jean-Pierre Chevenement, kandydat na prezydenta w 2002 roku. A poza nim gwiazdy od Marine Le Pen z Frontu Narodowego po jej prawdopodobnie głównego przeciwnika w przyszłorocznych wyborach prezydenckich Francois Fillona z centroprawicowych Republikanów (nie mówiąc już o byłym prezydencie Nicolasie Sarkozym, którego kariera skończyła się w czasie, gdy raport powstawał).
Po lekturze raportu Atlantic Council jedno się wydaje pewne: przyszły prezydent Francji, polityk numer 2 w UE, będzie z zapałem poprawiał stosunki z Rosją, kosztem mniejszych i słabszych.
Skąd się to wszystko bierze? Skąd ta miłość do Rosji, skąd to zaślepienie? Jak to w ogóle możliwe, że za parę milionów euro pożyczki z Moskwy partia z wielkiego zachodniego kraju, obracającego grubymi miliardami, i w którym obywatele są wielekroć bogatsi od obywatela Rosji, wyznaje dozgonną miłość Putinowi. Powodów jest zapewne wiele, ale tęsknota za tym, by w równie nieskrępowany sposób jak Rosja być znowu wielkim, jest pewnie na pierwszym miejscu.
Już można się tego nieskrępowania bać.