– Opinia publiczna ma prawo wiedzieć, co dzieje się w Ministerstwie Obrony Narodowej – mówi Czesław Mroczek, były wiceszef MON, a obecnie poseł PO. W ten sposób uzasadnia powołanie przez posłów PO dwóch kilkuosobowych zespołów kontrolnych. W pierwszej połowie maja zamierzają wkroczyć do resortu Antoniego Macierewicza, a także m.in. Żandarmerii Wojskowej i Inspektoratu Sił Powietrznych.
Pierwszym zespołem pokieruje poseł PO Cezary Tomczyk. Zajmie się zamieszaniem z zakupem śmigłowców wielozadaniowych dla polskiej armii. – Będziemy podążać śladem Wacława Berczyńskiego, szefa podkomisji smoleńskiej, który przypisał sobie „wykończenie caracali". Chcemy też ustalić podstawowe fakty związane z postępowaniem, które prowadzi obecnie minister Macierewicz – mówi poseł Mroczek. Przypomina, że minister kilka miesięcy temu zapowiedział pozyskanie dwóch śmigłowców do testów dla polskiej armii, jednak dotąd nic z tego nie wyszło.
Na czele drugiego zespołu stanie Paweł Suski. Wraz z kolegami z ław poselskich chce przejrzeć dokumentację dotyczącą przelotów premier Beaty Szydło wojskowymi samolotami i zbadać głośne kolizje drogowe z udziałem Antoniego Macierewicza i jego zastępcy Bartosza Kownackiego. – Chcemy wiedzieć, dlaczego samochodami szefów MON kierują osoby, które nigdy nie powinny zasiąść za kierownicą – mówi poseł Suski. Jego zespół ma też zbadać zakup przez MON samolotów dla VIP-ów, który zdaniem Krajowej Izby Odwoławczej odbył się z naruszeniem przepisów.
Na jakiej podstawie posłowie PO wejdą do MON? Ich zdaniem umożliwia im to art. 20 ustawy o wykonywaniu mandatu posła i senatora, który mówi, że parlamentarzysta „ma prawo podjąć – w wykonywaniu swoich obowiązków poselskich lub senatorskich – interwencję w organie administracji rządowej".
Dotąd ten przepis stosowany był bardzo rzadko i raczej kojarzy się z politycznymi ekscesami. Przykładowo w 2001 roku poseł AWS Gabriel Janowski okupował gabinet ministra Skarbu Państwa w proteście przeciw sprzedaniu polskich cukrowni zachodnim inwestorom. Z kolei w ubiegłej kadencji posłowie Ruchu Palikota weszli do urzędu warszawskiej dzielnicy Mokotów, gdzie żądali informacji w sprawie wykupu mieszkania komunalnego przez matkę polityka tej partii Armanda Ryfińskiego.
To nie pierwszy raz, gdy posłowie PO próbują skorzystać z rzadkiej furtki prawnej, by skontrolować resort Macierewicza. Wcześniej usiłowali doprowadzić do przeprowadzenia kontroli w ministerstwie przez sejmową Komisję Obrony Narodowej. Przepis umożliwiający takie działanie istnieje w regulaminie Sejmu i prawdopodobnie nigdy nie został wykorzystany.
Wniosek posłów PO komisja odrzuciła w ubiegłym tygodniu. – Jeśli chodzi o zakup caracali, odsyłam do wypowiedzi Jerzego Buzka, który nazajutrz po ogłoszeniu tej decyzji krytycznie ocenił wynik przetargu. Odnosząc się do zakupu samolotów dla VIP-ów, chcę powiedzieć, że jestem pełen uznania dla MON, które podpisało umowę na bardzo dobre maszyny – komentuje szef Komisji Obrony Narodowej Michał Jach z PiS. – We wnioskach PO chodzi więc jedynie o podgrzewanie atmosfery.
Jego zdaniem, gdyby PO rzeczywiście poszukiwała rzetelnej wiedzy, zleciłaby kontrolę w NIK, albo wysłała do MON interpelacje poselskie. – Zupełnie nie rozumiem, dlaczego PiS chce pozbawić posłów uprawnień, jakie daje im ustawa i konstytucja – odpowiada poseł Suski.
Jak będą wyglądały kontrole? Paweł Suski wyjaśnia, że przed wkroczeniem do ministerstwa i podległych mu jednostek posłowie uprzedzą urzędników i poproszą o przygotowanie konkretnych dokumentów. – Ministerstwo nie może zasłaniać się np. tajemnicą postępowania przetargowego, bo wszyscy posłowie mają certyfikaty dostępu do tajnych informacji – dodaje poseł Mroczek.
Czy szefostwo MON pozwoli PO na swobodną kontrolę? Na to pytanie resort nie udziela odpowiedzi. Rzecznik MON mjr Anna Pęzioł-Wójtowicz poinformowała tylko „Rzeczpospolitą", że na razie nie wpłynęła żadna korespondencja od polityków PO.