Niedziela była najbardziej krwawym dniem protestów przeciwko juncie, które trwają od 1 lutego, gdy wojsko aresztowało prezydenta kraju i pełniącą funkcję faktycznego szefa rządu Aung San Suu Kyi. Junta zarzuca cywilnym władzom kraju sfałszowanie wyników wyborów parlamentarnych z jesieni 2020 roku.

Chińska ambasada w Mjanmie poinformowała, że wielu Chińczyków doznało obrażeń w wyniku podpaleń zakładów odzieżowych na przedmieściach Rangunu. Pekin wzywa władze Birmy do zapewnienia bezpieczeństwa obywatelom Chin.

W Rangunie siły bezpieczeństwa otworzyły ogień do protestujących.

- To było straszne. Strzelali do ludzi na moich oczach. Nigdy tego nie zapomnę - mówił w rozmowie z agencją Reuters jeden z fotoreporterów.

Media państwowe poinformowały, że w dwóch dzielnicach Rangunu wprowadzony został stan wojenny. 

Kontrolowana przez armię telewizja Myawadday poinformowała, że siły bezpieczeństwa interweniowały po podpaleniu czterech zakładów odzieżowych i fabryki, w której produkowany jest nawóz. Ok. 2 tysięcy osób miało utrudniać straży pożarnej dotarcie na miejsce pożarów.

Łącznie w czasie protestów przeciwko juncie zginęło w Mjanmie 126 osób.