Chińska ambasada w Mjanmie poinformowała, że wielu Chińczyków doznało obrażeń w wyniku podpaleń zakładów odzieżowych na przedmieściach Rangunu. Pekin wzywa władze Birmy do zapewnienia bezpieczeństwa obywatelom Chin.
W Rangunie siły bezpieczeństwa otworzyły ogień do protestujących.
- To było straszne. Strzelali do ludzi na moich oczach. Nigdy tego nie zapomnę - mówił w rozmowie z agencją Reuters jeden z fotoreporterów.
Media państwowe poinformowały, że w dwóch dzielnicach Rangunu wprowadzony został stan wojenny.
Kontrolowana przez armię telewizja Myawadday poinformowała, że siły bezpieczeństwa interweniowały po podpaleniu czterech zakładów odzieżowych i fabryki, w której produkowany jest nawóz. Ok. 2 tysięcy osób miało utrudniać straży pożarnej dotarcie na miejsce pożarów.
Łącznie w czasie protestów przeciwko juncie zginęło w Mjanmie 126 osób.