Zdjęcie prac na granicy umieścił na Twitterze p.o. ambasador USA w Korei Południowej Marc Knapper. Na fotografii widać grupę robotników pracujących pod nadzorem żołnierzy z Korei Północnej. Robotnicy kopią okop w miejscu, gdzie 13 listopada żołnierz z Korei Północnej podjął udaną próbę ucieczki na Południe.

 

Określany przez media jako "Oh" (taki ma być jego pseudonim) żołnierz uciekał w kierunku granicy między Koreami jeepem. Kiedy pojazd utknął w rowie żołnierz wybiegł z samochodu i zaczął biec w kierunku granicy Korei Południowej.

W trakcie ucieczki zbieg został postrzelony pięciokrotnie przez żołnierzy z Północy. Żołnierze z Południa zdołali go jednak odciągnąć w bezpieczne miejsce i udzielić pierwszej pomocy. Następnie uciekinier z Północy trafił do szpitala. Nagranie z jego dramatycznej ucieczki udostępniło dowództwo sił ONZ na Półwyspie Koreańskim.

Obecnie uciekinier znajduje się w stabilnym stanie - przeszedł już operacje w trakcie których usunięto mu z ciała kule, a także wykryte w jego organizmie pasożyty.

Japońskie media podają, że po ucieczce, która jest propagandowym ciosem w reżim Kima podkreślający niezwykłą lojalność żołnierzy wobec władz Korei Północnej, do Pjongjangu został wezwany jeden z najwyższych rangą północnokoreańskich oficerów stacjonujących w rejonie granicy. W pobliżu miejsca ucieczki miało też pojawić się więcej gniazd karabinów maszynowych.

Korea Południowa nadaje informacje o ucieczce żołnierza z Północy z głośników umieszczonych przy granicy. Przekaz ma docierać na ok. 20 km w głąb terytorium Korei Północnej. W komunikacie Południe informuje o stanie zdrowia żołnierza i podkreśla w jak złym stanie znajdował się, gdy dotarł na Południe.

Na razie nie wiadomo kto pokryje koszty leczenia "Oh", które szacuje się na niemal 100 tys. dolarów.