Minister przedsiębiorczości i technologii – to urząd, na który prezydent Andrzej Duda powołał we wtorek Jadwigę Emilewicz. Jerzy Kwieciński został z kolei ministrem inwestycji i rozwoju. Takich ministerstw dotąd nie było, jednak nominacje nie oznaczają, że PiS chce tworzyć całkiem nowe struktury. Tak wynika z podpisanych przez premiera Mateusza Morawieckiego tzw. rozporządzeń atrybucyjnych, przyznających poszczególnym ministrom działy administracji rządowej.
O tym, że ministrowie kierują działami, mówi konstytucja. – Minister powołany w oderwaniu od struktury działowej ma status ministra bez teki. Co za tym idzie, nie może wydawać rozporządzeń wykonawczych – mówi konstytucjonalista dr hab. Ryszard Piotrowski.
Bardzo szybka nowelizacja
Niektórzy ministrowie mają pod sobą kilka działów, których w sumie jest ponad 30. Problem w tym, że brakuje wśród nich takich, które pasowałyby do dziedzin takich jak przedsiębiorczość, technologie i inwestycje.
Dlatego po wtorkowych zaprzysiężeniach wielu posłów PiS spodziewało się szybkiej nowelizacji ustawy o działach, by dostosować je do nowych ministrów.
– Być może trzeba będzie nawet zmienić prawo z mocą wsteczną – zastanawiał się w środę w rozmowie z „Rzeczpospolitą” poseł PiS i adwokat Andrzej Matusiewicz.
Nie będzie to konieczne. Z rozporządzeń atrybucyjnych premiera Morawieckiego wynika, że Jadwiga Emilewicz będzie nadzorowała dział gospodarka, a Jerzy Kwieciński – rozwój regionalny.
Oznacza to, że nowe ministerstwa to w rzeczywistości dobrze znane resorty gospodarki i rozwoju regionalnego. Tyle że pod nowymi nazwami.
Wygląda też na to, że ich powstanie z punktu widzenia prawnego będzie o wiele mniej doniosłe niż utworzenie w 2015 roku Ministerstwa Energii, na którego czele stanął Krzysztof Tchórzewski. Wtedy procedura wyglądała następująco: Tchórzewski najpierw w listopadzie 2015 roku został ministrem bez teki, a następnie stworzono dział administracji o nazwie energia. Dopiero w grudniu 2015 roku powołano go na właściwego ministra energii.
Stanowiska dla wielu środowisk
Dlaczego tym razem PiS nie zdecydowało się na utworzenie nowych ministerstw z prawdziwego zdarzenia? Gdy pytaliśmy rzecznik rządu Joannę Kopcińską o to, jak zmieni się struktura działowa, nie odpowiadała wprost. Radziła, by poczekać na rozporządzenia atrybucyjne, a wtedy „wszystko się wyjaśni”.
Krytycznie zmiany nazw resortów ocenia szefowa Nowoczesnej Katarzyna Lubnauer. – Niestety, coraz bardziej widoczne jest zjawisko, które nazywamy PiSancjum. Chodzi o tworzenie nowych stanowisk, by zaspokoić kolejne środowiska. Dostawia się kolejne krzesełka do ławeczki, a w rezultacie państwo staje się drogie, a rząd dysfunkcyjny – komentuje.
Znikające budownictwo
Wydanie przez premiera rozporządzeń atrybucyjnych nie oznacza jednak, że struktura działowa rządu już się nie zmieni. Przykładowo, po powołaniu rządu Beaty Szydło przeprowadzono zmiany w ustawie o działach, zmieniając kompetencje niektórych ministrów.
Obecnie w KPRM trwają prace nad taką nowelizacją, jednak z zapowiedzi szefa kancelarii premiera Michała Dworczyka wynika, że dotyczą one głównie poszatkowania działu budownictwo, mieszkalnictwo i planowanie przestrzenne. Dotychczasowy minister infrastruktury i budownictwa Andrzej Adamczyk stracił we wtorek człon „budownictwo” z nazwy swojego ministerstwa. Jednak z najnowszego rozporządzenia premiera Mateusza Morawieckiego wynika, że ten dział wciąż mu podlega. ©?