Minister obrony kraju, Vladimir Padrino Lopez poinformował, że tymczasowa jednostka wojskowa będzie działać na terenie kilku gmin w stanie Apure, gdzie w ostatnim czasie dochodziło do starć.
- Nie pozwolimy żadnym siłom, konwencjonalnym, nieregularnym, przestępczym, przemytnikom narkotyków etc. wkraczać na terytorium Wenezueli i popełniać tu zbrodnie - powiedział Padrino w wystąpieniu transmitowanym przez telewizję.
Padrino poinformował, że w walkach na pograniczu z Kolumbią zginęło ośmiu żołnierzy, a 34 zostało rannych. Jednocześnie armia zabiła dziewięciu członków uzbrojonych grup tam działających, a 33 zostało schwytanych i stanie przed sądem wojskowym.
Tymczasem MSZ Kolumbii wezwało do poszanowania praw ludności cywilnej stanu Apure i graniczącego z nim kolumbijskiego stanu Arauca.
"Konflikt zbrojny na granicy stanów Arauca i Apure poważnie wpływa na życie ludności cywilnej i zmusza rodziny do porzucenia swoich domów i majątku" - pisze resort spraw zagranicznych Kolumbii.
Wśród członków grup zbrojnych działających na pograniczu Wenezueli i Kolumbii mają być byli partyzanci z kolumbijskiej FARC, którzy odrzucili układ pokojowy zawarty przez partyzantkę z kolumbijskim rządem w 2016 roku.
Tymczasem minister obrony Kolumbii, Diego Molano, w rozmowie z "El Tiempo" twierdzi, że rząd Maduro wdał się w walki pomiędzy różnymi grupami byłych partyzantów z FARC, a z niektórymi współpracuje przy handlu narkotykami.
- Celem działań (wenezuelskiej armii) nie jest ochrona granicy, ale ochrona przemytu narkotyków - stwierdził Molano.
Wenezuela zaprzecza jakoby miała związki z grupami zajmującymi się przemytem narkotyków.