Korespondencja z Brukseli
Jordan Bardella, formalny przywódca Zjednoczenia Narodowego (ZN), już mówi o „spisku liberalnych elit”. Podejrzewa, że na szczycie w Brukseli w grudniu europejscy przywódcy ustalą na lata finanse Wspólnoty tak, aby w razie dojścia do władzy francuska skrajna prawica miała związane ręce. Trzydziestoletni polityk jest w tej chwili faworytem w walce o Pałac Elizejski. I to on może podjąć walkę o najważniejszy urząd Republiki, jeśli sąd wyższej instancji nie zwolni Marine Le Pen z odpowiedzialności za defraudację dotacji z Parlamentu Europejskiego.
Francja jest drugim po Niemczech płatnikiem netto do unijnej kasy. W 2024 r. (ostatnie dostępne dane) Francuzi wpłacili do niej o blisko 10 mld euro więcej, niż z niej otrzymali. Le Pen zapowiedziała więc, że jeśli jej formacja polityczna dojdzie do władzy, będzie starała się zasadniczo obniżyć to, co Paryż przekazuje Brukseli. Ale w takim przypadku należy w ogóle liczyć się z przyjęciem przez Francję znacznie bardziej sceptycznego kursu wobec integracji. Pod koniec marca w Budapeszcie faktyczna liderka ZN zapowiadała budowę w Radzie UE kwalifikowanej większości państw rządzonych przez populistyczną, nacjonalistyczną prawicę.
Czytaj więcej
Jedną z dwóch największych polityk inwestycyjnych Unii Europejskiej czekają duże zmiany. Chodzi o centralizację i wrzucenie do jednego worka ze wsp...
Polska skorzysta z ogromnych nakładów na obronę
Na szybkim przyjęciu nowego budżetu UE na lata 2028-34 zależy jednak także Donaldowi Tuskowi. Premier liczy, że byłby to potężny argument dla utrzymania władzy po wyborach w październiku przyszłego roku. Tyle że jak wskazuje historia, przywódcy Unii zawsze odkładają do ostatniego możliwego momentu podjęcie trudnych decyzji takich, jak wspólne finanse. Czy więc Emmanuel Macron uzna pod koniec tego roku, że perspektywa przejęcia władzy przez skrajną prawicę stanowi egzystencjalne zagrożenie dla integracji i trzeba się na to przygotować? A także przekona do tego pozostałych prezydentów i premierów UE jeszcze pod koniec tego roku? Nie wiadomo.
Polska, która od przystąpienia do Unii otrzymuje średnio rocznie na czysto 8 mld euro, przekroczyła już pod względem dochodu na mieszkańca przy uwzględnieniu realnej siły nabywczej walut narodowych Hiszpanię i nie jest daleko od Włoch. Coraz trudniej będzie więc przekonać pozostałe stolice „27”, że naszemu krajowi należy się dotychczasowy poziom funduszy strukturalnych. Inaczej jest jednak z drugą najważniejszą pozycją budżetu UE: Wspólną Polityką Rolną. A to dlatego, że Polska dopiero dochodzi do poziomu dopłat do hektara, z których korzystają Francuzi czy Włosi.
Czytaj więcej
Prezydent USA znów grozi wycofaniem amerykańskich wojsk z Republiki Federalnej. Jeśli to zrobi, może się okazać, że jesteśmy skazani na przywództwo...
Po raz pierwszy w historii projekt wspólnotowych finansów zakłada także znaczące środki na obronę. To 130 mld euro na siedem lat. Fundusze, które w przytłaczającej większości trafią do krajów flanki wschodniej NATO, a więc w znacznym stopniu do Polski. W piątek nasz kraj jako pierwszy podpisze zresztą umowę z Komisją Europejską na wykorzystanie pakietu przeszło 40 mld euro pożyczek na umocnienie sił zbrojnych. Żaden kraj UE nie dostanie tak wielkiego wsparcia z Brukseli.
Wygospodarowanie tak dużych dodatkowych środków, a także znalezienie funduszy na spłatę zaciągniętych już pożyczek na fundusz odbudowy po pandemii powoduje, że uzgodnienie budżetu UE na lata 2028-34 będzie jednak szczególnie trudne. Przekonanie państw UE do zwiększenia składki właściwie nie wchodzi w grę. Wobec narastającego kryzysu spowodowanego katastrofalną kampanią irańską Donalda Trumpa i bez tego nie ma środków na podtrzymanie wzrostu gospodarki. Równie trudno będzie przekonać niektóre kraje UE, jak Niemcy, do jeszcze większego zadłużenia się Brukseli.
Dla Ukrainy zarezerwowano 100 miliardów euro
W tej sytuacji w unijnej centrali coraz większy akcent kładzie się na rozwinięcie tzw. zasobów własnych, czyli źródeł finansowania, które europejska centrala otrzymuje niejako z automatu. Jest tu tylko jeden problem: taka zmiana wymagałaby ratyfikacji przez parlamenty we wszystkich krajach UE. A dziś we Francji proeuropejskie siły nie mają większości w Zgromadzeniu Narodowym. I tym bardziej nie będą ich miały, gdyby w razie przejęcia Pałacu Elizejskiego prezydentka lub prezydent zdecydowałby się na przedterminowe rozwiązanie parlamentu.
Czytaj więcej
Węgry, po wyborczej porażce Fideszu i Viktora Orbána, nie blokują już współpracy Brukseli z Kijowem. Ale największe kraje Wspólnoty nie zapłacą za...
W Brukseli krąży mimo wszystko wiele pomysłów nowych środków własnych. Jeden z nich oznaczałby opodatkowanie zdalnych gier losowych: cios szczególnie bolesny dla Malty, gdzie swoje siedziby ulokowało wiele firm zajmujących się taką działalnością. Inny pomysł to nałożenie danin fiskalnych na handel kryptowalutami. Albo wprowadzenie podatku cyfrowego, co najpewniej oznaczałoby otwartą konfrontację ze Stanami Zjednoczonymi. W grę wchodzi wreszcie pobór niewielkiego (750 tys. euro rocznie od firm z obrotem powyżej 750 mln euro na jednolitym rynku) podatku od firm, które korzystają z udogodnień oferowanych przez Wspólnotę. Już tego lata ma pojawić się zaś podatek od mikropaczek docierających do Unii z Chin. Do tej pory, jeśli towary, które one zawierały, były warte mniej niż 150 euro, były one zwolnione ze wszelkich opłat. Ale skala tego niepozornego importu jest tak duża, że do unijnej centrali mogłoby trafić z tytułu nowego podatku nawet 10 mld euro rocznie.
Projekt wieloletnich ram finansowych na lata 2028-34 zawiera także 100 mld euro dla Ukrainy. Teoretycznie daje to możliwość przystąpienia naszego wschodniego sąsiada do Unii w nadchodzących ośmiu latach. Ale to jest decyzja, która będzie należała do przywódców UE. I musi zawierać wiele okresów przejściowych, w szczególności gdy chodzi o dotacje rolne.
Nowy budżet będzie także zawierał klauzulę warunkowości: ci, którzy nie respektują zasad państwa prawa, a tym bardziej stworzyli, jak Orbán, system kleptokratyczny, nie otrzymają unijnego wsparcia. To jest w szczególności doświadczenie z czasów Viktora Orbana. Chyba że nie uda się tego wszystkiego ustalić przed dojściem do władzy Le Pen. Bo jej orbanowski system bardzo się podobał.