W ubiegły piątek tuż po południu prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski wraz z szefem swojego biura Andrijem Jermakiem mieli opuścić Kijów. Po to, by udać się do Synohory, prezydenckiej rezydencji w Karpatach. Tam w niedzielę Jermak miał obchodzić swoje 50. urodziny. Sprawę ujawnił w środę znany portal Ukraińska Prawda (UP). Dziennikarze opierają się na własnych źródłach i danych z internetowych radarów lotów. I sugerują, że w piątek samolot prezydentowi i szefowi jego biura do Karpat podstawiła spółka należąca do oligarchy Igora Kołomojskiego (z którym Zełenski był związany przed wejściem do polityki). Następnie, jak wynika z materiału UP, prezydent wraz z szefem swojego biura miał pojawić się w niedzielę w Kijowie na obchodach Dnia Godności i Wolności, ale już po południu miał powrócić w Karpaty. Gości imprezy, jak twierdzą autorzy materiału, miały transportować śmigłowce rządowe należące do ministerstwa spraw nadzwyczajnych i resortu obrony.

Do Kijowa przywódca kraju miał powrócić dopiero w poniedziałek wieczorem. – A to oznacza, że prezydent podczas tak napiętej wewnętrznej i zewnętrznej sytuacji latał na daczę w góry na cztery dni – podsumowują autorzy i przypominają, że w tym samym czasie cały świat mówił o przygotowaniu Rosji do kolejnej agresji na Ukrainę.

Biuro prezydenta zaprzecza, by Zełenski odpoczywał przez cztery dni w Karpatach. Zaprzecza też, by ktokolwiek, poza przywódcą kraju, latał tam rządowymi helikopterami. W komunikacie przyznano, że prezydent udał się w góry w piątek wieczorem i był tam „przez jeden–dwa dni". Tłumaczono, że wizyta była związana nie z urodzinami Jermaka, lecz z trwającymi obecnie przygotowaniami do forum pracowników ukraińskiej służby dyplomatycznej, które w tej rezydencji ma się odbyć w grudniu. Ukraina o takim forum po raz pierwszy dowiedziała się z tego komunikatu.

Czytaj więcej

Merkel: Rosyjska agresja przeciwko Ukrainie powinna doprowadzić do sankcji UE

– To dziwne, że prezydent kraju osobiście przeprowadza inspekcję w rezydencji przed świętem służby dyplomatycznej – mówi „Rzeczpospolitej" Witalij Portnikow, znany ukraiński politolog i publicysta, krytyczny wobec władz w Kijowie. – Zełenski mocno traci poparcie w sondażach, bo był nową twarzą w polityce, nieuwikłaną w afery – dodaje. Według sondażu, którego wyniki opublikowało w środę Centrum Razumkowa, Zełenski nadal prowadzi, ale ma poparcie 25 proc., dwa miesiące temu zaś 33 proc.

W biurze prezydenta przekonują, że Zełenski zalazł się na celowniku oligarchów. – Jesteśmy mocno atakowani, a ostatni materiał UP to wyssane z palca informacje. Oligarchowie w ten sposób próbują uniknąć wpisania swojego nazwiska do rejestru oligarchów (przeforsowana przez Zełenskiego ustawa ograniczająca wpływ najbogatszych na polityków – red.) – mówi „Rzeczpospolitej" Ołeksij Arestowycz, doradca w biurze prezydenta Ukrainy, oficer wywiadu wojskowego w stanie spoczynku.

Czy Ukraina uwikłana w wewnętrzną wojnę polityczna ma czas na mobilizację w obliczu zagrożenia ze strony Rosji? – Pewne niejawne działania już zostały podjęte. Powszechna mobilizacja to bardzo kosztowna sprawa. Wyobraźmy sobie, że powołamy do wojska teraz 300 tys. mężczyzn z zakładów pracy, musimy ich karmić i poić. A Rosja poczeka, aż się wykończymy, ukraińscy żołnierze wrócą do swoich domów i dopiero wtedy nas zaatakują. Musimy mieć 100-proc. pewność, by podejmować takie kroki – tłumaczy.