Bronisław Komorowski komentował niedawne wydarzenia podczas Maszu Niepodległości. Po raz pierwszy jego organizatorem było Stowarzyszenie Kombatantów i Osób Represjonowanych, a na czele Marszu szedł lider narodowców Robert Bąkiewicz.

Czytaj więcej

Jacek Nizinkiewicz: Antysemityzm w Polsce nie przejdzie

Choć tegoroczny Marsz w Warszawie został oceniony jako jeden z najspokojniejszych od lat, nie zabrakło na nim haseł nacjonalistycznych i antysemickich.

Do poważniejszej sytuacji doszło w Kaliszu, gdzie nacjonaliści na rynku spalili kopię XIII-wiecznego Statutu Kaliskiego, pierwszego dokumentu, który nadawał przywileje polskim Żydom.

Czytaj więcej

Szłapka zawiadamia prokuraturę ws. Marszu Niepodległości w Kaliszu

Wznoszono przy tym hasła antysemickie, a na czele marszu szedł m.in. Piotr Rybak, skazany kilka lat temu za spalenie kukły Żyda na rynku we Wrocławiu.

To zdarzenie komentował były prezydent, który uważa, że władza skapitulowała przed środowiskiem nacjonalistów, oddając w jego ręce organizację Marszu Niepodległości. A oddali, bo - uważa polityk - dbają o potencjalnego koalicjanta. I skoro nacjonaliści obiecali, że będą w Warszawie grzeczni, to "gdzieś ich prawdziwa natura musiała się ujawnić".

- Mleko się wylało w Kaliszu. - mówił Komorowski. - Władza niech nie udaje, że nie wie, komu oddała święto państwowe w prezencie. Bo oddała nie tylko tym narodowcom, którzy kroczyli przez most Poniatowskiego w Warszawie, ale  także tym z Kalisza.