Frekwencja wyniosła co najmniej 20 procent, aby referendum było ważne wystarczyło 15,67 proc.

- Odporny na argumenty, zero dialogu, lekceważy przedsiębiorców i mieszkańców - tak o prezydencie Częstochowy Tadeuszu Wronie mówi "Rz" Sławomir Kocyga, prezes Obywatelskiego Stowarzyszenia Przyjaciół Częstochowy, który pod wnioskiem referendalnym w sprawie odwołania prezydenta Częstochowy zebrało ponad 28 tys. podpisów.

- To tylko i wyłącznie głosy zwykłych mieszkańców, nie polityków - zastrzega Kocyga, choć przyznaje, że odwołanie Wrony poparli jednogłośnie miejscy radni lewicy, PO i PiS. W maju do odwołania Wrony szykowali się radni lewicy, ale nie poparło ich ani PO ani PiS.

Wczoraj częstochowianie głosowali w referendum przeciwko prezydentowi miasta. Aby odwołać prezydenta Wronę wystarczy niecałe 31 tys. głosów (3/5 liczby osób biorących udział w drugiej turze wyborów z 2006 r., w których został wybrany na prezydenta), a uprawnionych do udziału w głosowaniu jest prawie 197 tys. mieszkańców miasta.

Obywatelskie Stowarzyszenie Przyjaciół Częstochowy zarzuca Wronie że źle zarządza miastem. Krytykują m.in. jego pomysł zamknięcia ruchu samochodowego w Alei Najświętszej Maryji Panny, głównej ulicy Częstochowy prowadzącej na Jasną Górę, na którym stracą handlowcy, złą lokalizację hali sportowej przy stadionie Włókniarza.

- Z Częstochowy chce zrobić miasto pielgrzymkowe, a my żyjemy z handlu i usług - utyskuje Kocyga.

Tadeusz Wrona rządzi Częstochową nieprzerwanie od siedmiu lat, wcześniej był posłem AWS. Na swojej stronie internetowej umieścił oświadczenie, w którym wzywa do zbojkotowania referendum.

Straszy wizją zarządcy komisarycznego z Katowic, który przyniesie tylko "mroczny marazm" i utratę wiarygodności. Według Wrony referendum to efekt prywatnych interesów grupy polityków. Odpiera zarzuty o złym zarządzaniu.