Z informacji "Rz" wynika, że personalne przymiarki do kolejnego rządu trwają już od kilku miesięcy. Premier analizuje dotychczasowe działania ministrów i zastanawia się, z kim warto dalej pracować.
– Zna przecież ludzi, z którymi obecnie pracuje, i wie, czy można im nadal zaufać. Z kilku obecnych ministrów jest na tyle zadowolony, że jeśli tylko wygra wybory, to z pewnością zaproponuje im, by pozostali w rządzie. Ale są też tacy, jak Bogdan Klich (szef MON – red.) czy Cezary Grabarczyk (minister infrastruktury – red.), którzy raczej nie powinni na to liczyć, bo są sporym kłopotem – mówi "Rz" osoba z otoczenia Donalda Tuska.
Pozytywna lista wcale nie jest długa. Z 18 obecnych ministrów premier na pewno widzi w kolejnym rządzie zaledwie siedmiu. Czy inni otrzymają propozycje, to się okaże. A wiele zależeć będzie od wyniku wyborów i układu koalicyjnego, jaki się z nich wyłoni.
Spośród pań zasiadających w rządzie premier na pewno chce mieć dalej przy sobie minister rozwoju regionalnego Elżbietę Bieńkowską, minister nauki Barbarę Kudrycką oraz minister zdrowia Ewę Kopacz.
– Bieńkowską ze względu na doskonałe wykorzystanie środków unijnych, Kudrycką z powodu sprawnie przeprowadzonej reformy wyższych uczelni, a Kopacz za determinację i to, co robiła bezpośrednio po katastrofie smoleńskiej przy identyfikacji ofiar – wyjaśnia współpracownik Tuska.
Wiadomo, że do Ewy Kopacz premier ma zresztą szczególną sympatię, bo dobrze się z nią rozumie. Problemem są tylko jej osobiste plany. Nieoficjalnie wiadomo bowiem, że Kopacz ma już dość pracy w resorcie zdrowia. Jej ambicją jest natomiast zostanie po wyborach pierwszą w historii Sejmu kobietą marszałkiem.
Panowie, którzy mogą być pewni, że dostaną propozycję ponownego objęcia ministerialnej teki, to: Michał Boni, który już teraz jest jednym z najbliższych współpracowników premiera, Krzysztof Kwiatkowski, który zdaniem szefa rządu dobrze się sprawdza w roli ministra sprawiedliwości, Jacek Rostowski, do którego Donald Tusk ma pełne zaufanie w sprawach finansów, oraz szef dyplomacji Radosław Sikorski.
Rzecznik rządu Paweł Graś nie chce się odnosić do tych informacji. Twierdzi, że w tej chwili jest jeszcze za wcześnie, by mówić o nazwiskach.
– Premier koncentruje się na zarządzaniu krajem, a Platforma na przygotowaniu do wyborów. Decyzję o tym, jak będzie wyglądać przyszły rząd, podejmą wyborcy 9 października – ucina pytania "Rz".
Zdaniem dr. Jacka Kucharczyka, szefa Instytutu Spraw Publicznych, na liście na pewno znajduje się jednak co najmniej kilka osób, o których wiadomo, że cieszą się pełnym zaufaniem Donalda Tuska.
– Do tej pory premier niechętnie wprowadzał zmiany w swoim gabinecie, co w pewnym momencie zaczęło mu nawet szkodzić. Wybory będą więc dla niego doskonałą okazją do przeprowadzenia pierwszej głębszej rekonstrukcji. I premier na pewno to wykorzysta, ale myślę, że przy ostatecznym ustalaniu składu nowego rządu wiele zależeć też będzie od celów, jakie wyznaczy sobie na kolejną kadencję – uważa Kucharczyk.