Sytuacja w koalicji PO – PSL staje się coraz bardziej napięta. Choć władze obu klubów robią dobrą minę do złej gry, nieoficjalnie posłowie przyznają: mamy problem.
Tym razem poszło o ewentualną prywatyzację grupy Lotos. Choć jeszcze w piątek minister Skarbu Państwa Mikołaj Budzanowski przekonywał, że nie ma projektu prywatyzacji Lotosu, to jednak część posłów boi się, że rząd sprzeda część akcji.
W piątek Sejm zajmował się obywatelskim projektem ustawy zobowiązującej rząd do zachowania większościowego pakietu akcji Lotosu.
– Sprzedaż doprowadziłaby do rosyjskiej dominacji na polskim rynku – grzmiał poseł Dawid Jackiewicz (PiS).
– PiS jest "partią oportunistów" – ripostował Budzanowski, wypominając, że za swych rządów partia zgodziła się podnieść cenę gazu.
Platforma chciała odrzucić projekt w pierwszym czytaniu. PiS, Solidarna Polska i SLD domagały się skierowania go do dalszych prac. PO niespodziewanie przegrała głosowanie (wynikiem 215:219 przy 10 wstrzymujących), z powodu zachowania kilku posłów PSL. – Nie widzę problemu. Kilku od nas się wstrzymało, dwóch było przeciw wnioskowi PO. Ale niektórzy z PO też nie poparli wniosku – ucina poseł Stanisław Żelichowski (PSL).
– PSL nie pierwszy raz się wyłamało, ale mamy wielkie serce i potrafimy wybaczać. Ale będziemy musieli o współpracy w koalicji porozmawiać – zastanawia się Waldy Dzikowski (PO).
Nieoficjalnie jednak politycy obu ugrupowań ostrzej formułują zdania. Ważny polityk PO mówi, że PSL od dłuższego czasu "fika" i powinno się zastanowić, czy chce być w koalicji.
– Niech PO raczej spojrzy na siebie. Czeka nas generalna próba: głosowanie w sprawie wieku emerytalnego – odgraża się poseł Eugeniusz Kłopotek (PSL).