PO zarzuca Macierewiczowi, że w MON udostępniono dokumentację związaną z postępowaniem ws. zakupu śmigłowców Caracal nie tylko Berczyńskiemu, ale również jego zastępcy w podkomisji smoleńskiej Kazimierzowi Nowaczykowi i ówczesnemu rzecznikowi MON Bartłomiejowi Misiewiczowi. Wiceszef MON Michał Dworczyk przekonuje, że Berczyński zapoznał się z dokumentami już po zakończeniu postępowania, ale PO przypomina, że w tamtym czasie toczyły się jeszcze rozmowy dotyczące offsetu.
Siemoniak zarzucił Macierewiczowi, że ten "traktuje MON jak prywatny folwark". Przypomniał, że w sprawie przetargu na Caracale sprawa dotyczyła kontraktu wartego 13,5 mld złotych. - Berczyński to Misiewicz razy 13 i pół miliarda złotych - ocenił.
Były szef MON ocenił, że Berczyński uzyskał dostęp do dokumentów, ponieważ "wkradł się w łaski Antoniego Macierewicza jako smoleński współnarrator, aż do tego stopnia, że został przewodniczącym podkomisji smoleńskiej".
Jednocześnie, odnosząc się do słów wiceszefa MON Michała Dworczyka, który stwierdził, że Berczyński miał dostęp do "dokumentacji archiwalnej", ponieważ postępowanie ws. Caracali zakończyło się we wrześniu 2015 roku, Siemoniak podkreślił, iż "student pierwszego roku prawa wie takie rzeczy, kiedy się kończy przetarg, kiedy jest podpisywana umowa, więc Berczyński i towarzystwo grzebali w tych w dokumentach w trakcie postępowania".
Polityk PO zwrócił też uwagę, że Berczyński, na wydanie poświadczenia bezpieczeństwa przez Służbę Kontrwywiadu Wojskowego czekał rok i trzy miesiące. Jego zdaniem jest to wydarzenie "bez precedensu", ponieważ za czasów rządów PO-PSL - jak mówił Siemoniak - "nie słyszał, by jakieś postępowanie trwało dłużej niż trzy miesiące".
- Służby zapewne - nawet pod rządami PiS - nie chciały mu wydać takiego poświadczenia. Sądzę, że to jest postać niejasna. Że kwestia zakupów domów, kredytów, pracy w Boeingu, pojawienia się w Polsce, nawet w PiS-owskich służbach budziła ogromne wątpliwości - przekonywał.