Reklama

Japonia: Księżniczka rezygnuje z tytułu dla miłości

Księżniczka Mako, najstarsza wnuczka cesarza Japonii, Akihito, wyjdzie za mąż za byłego kolegę z klasy - oświadczył Pałac Cesarski. Zgodnie z prawem małżeństwo z człowiekiem z gminu zmusi Mako do wyrzeczenia się tytułu i opuszczenia rodziny królewskiej - informuje Reuters.
Japonia: Księżniczka rezygnuje z tytułu dla miłości

Foto: Kounosu1 (Own work) [Public domain], via Wikimedia Commons

Informację o opuszczeniu przez księżniczkę Mako rodziny królewskiej podał japoński nadawca publiczny, NHK.

Mako jest jednym z czterech wnuków cesarza - obok jej młodszej siostry Kako, brata Hisahito i Aiko, córki księcia-następcy tronu Naruhito.

Jak zauważa Reuters malejąca liczba członków rodziny królewskiej - która jest odzwierciedleniem problemów demograficznych, z jakimi boryka się kraj, budzi obawy, że w rodzinie królewskiej zabraknie męskich potomków - i na tronie cesarskim zasiądzie kobieta, co nie podoba się japońskim konserwatystom.

Wybranek księżniczki Mako to Kei Komuro, prawnik z Tokio i były kolega z klasy księżniczki. Zgodnie z obowiązującym w Japonii prawem członek rodziny królewskiej nie może poślubić osoby z gminu - w takim wypadku traci przynależny mu tytuł i przestaje być traktowany jako członek rządzącego Japonią rodu.

Japońskie media, w ramach ciekawostki podają, że Komuro, prawnik z Tokio, w przeszłości odgrywał rolę "Księcia Morza" w kampanii promującej turystykę w regionie stolicy kraju.

Reklama
Reklama

Po ślubie księżniczka straci prawo do tytułowania się Jej Imperialną Wysokością księżniczką Mako, córką Akishino - i stanie się panią Kei Komuro.

Polityka
Szpagat Łukaszenki. Jak udobruchać Trumpa i nie rozzłościć Putina?
Materiał Promocyjny
Franczyza McDonald’s – Twój własny biznes pod złotymi łukami!
Materiał Promocyjny
OTOMOTO rewolucjonizuje dodawanie ogłoszeń
Polityka
Atak USA na Iran: Donald Trump nie wziął jednego pod uwagę i teraz ma problem
Polityka
To nie Rosja stoi za uszkodzeniami kabli na Bałtyku? Nowe ustalenia służb
Polityka
Radosław Sikorski dla „Rzeczpospolitej”: Pomyślałem, że to ryzykowne, gdy bomby spadły na Teheran
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama