Mateusz Morawiecki uczestniczył w piątek w szczycie unijnym w Brukseli, w sesji dotyczącej strefy euro. Szczyt opuścił przed jego zakończeniem, zanim unijni przywódcy podjęli decyzję w sprawie zielonego światła na przejście do kolejnego etapu rozmów ws. Brexitu. Polskie służby dyplomatyczne poinformowały, że musiał wylecieć wcześniej z powodu obowiązków w kraju.
W piątek w Sejmie odbyło się spotkanie opłatkowe klubu Prawa i Sprawiedliwości z udziałem prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. Onet podał, że to właśnie chęć udziału w tym spotkaniu była przyczyną skrócenia przez Morawieckiego pobytu w Brukseli. Ostatecznie jednak Morawiecki nie wziął w nim udziału. Sam premier pytany o przyczyny wcześniejszego powrotu do kraju powoła się na "czekające na niego w Kancelarii pilne, tajne dokumenty".
Wieczorem w piątek pojawiła się nieoficjalna informacja, że przyczyną powrotu Mateusza Morawieckiego z Brukseli przed zakończeniem unijnego szczytu było spotkanie z ministrem koordynatorem służb specjalnych Mariuszem Kamińskim i szefem Agencji Wywiadu.
- Chciałbym wiedzieć jakie niebezpieczeństwo grozi Polsce? - pytał w TVN24 europoseł PSL Krzysztof Hetman, który dodał, że premierzy innych państw naszego regionu nie wrócili wcześniej ze szczytu.
- Bardzo wąski krąg osób wie, dlaczego premier wrócił. Jeszcze w samolocie powiedział co spowodowało, że musiał opuścić szczyt - odpowiedział wiceminister sprawiedliwości Michał Wójcik.
Z kolei Andrzej Dera podkreślił, że "nie może mówić o dokumentach ściśle tajnych w studiu telewizyjnym".
- Gdybym coś powiedział, złamałbym prawo. Proszę nie wymagać, aby mówić w studio telewizyjnym o spotkaniu premiera z koordynatorem i szefem wywiadu. To są ważne sprawy - dodał.
Dera przypomniał też, że premiera Morawieckiego nie było na spotkaniu opłatkowym PiS.