Klub Inteligencji Katolickiej w Warszawie w październiku uruchomił przy granicy z Białorusią Punkt Interwencji Kryzysowej. "Podstawowym zadaniem Punktu Interwencji Kryzysowej będzie udzielanie pomocy humanitarnej osobom, które jej potrzebują. Naszym podstawowym założeniem jest działanie w granicach i na podstawie prawa. Osoby obsługujące PIK będą zbierały informacje o potrzebujących i koordynowały udzielanie pomocy" - zapowiadali członkowie KIK.

W środę około godziny 21 pod punkt podjechało 12 radiowozów. Funkcjonariusze mieli ze sobą broń długą.

Czytaj więcej

Wielka Brytania wysyła na granicę Polski 140 żołnierzy. Zostaną do kwietnia

Do godziny 5 rano prowadzono przesłuchania oraz przeszukania domu i samochodów. Policjanci nie mieli nakazu rewizji. Prawo przewiduje, że tego typu działania są dozwolone w przypadkach niecierpiących zwłoki. Prowadzone czynności muszą być później zatwierdzone przez prokuraturę.

- Jeżeli policjanci chcieli przesłuchać wolontariuszy w roli świadków, to mogli po prostu przyjść za dnia. Martwimy się o naszych wolontariuszy, bo to na pewno dla nich trudne przeżycie. Wszyscy przyjeżdżamy tutaj pomagać drugiemu człowiekowi. Zostawiamy nasze rodziny i inne obowiązki, a spotyka nas taka sytuacja. Będziemy się domagali od policji dokładnych wyjaśnień - komentuje  Będziemy się domagali od policji dokładnych wyjaśnień - komentuje prezes warszawskiego KIK Jakub Kiersnowski.

- Być może jest to próba zniechęcenia nas do działalności. Zastanawiające jest, dlaczego taka interwencja musi odbywać się o takiej godzinie. Szczególnie że policja nie mogła wiedzieć, kto jest w domu, bo mamy rotacyjne zmiany. Nie chodziło więc o naszych ludzi, ale o coś innego - dodał.

Więcej: Onet.pl