Wydawałoby się, że z naszą historią co jak co, ale przegrywanie mamy w małym palcu. Niestety, „prawda i z tego nas zbodzie”, jak to ujmował mistrz Kochanowski. Polacy przegrywają w stylu najgorszym z możliwych. Przynajmniej polscy politycy.

Obym był złym prorokiem, ale jutro wieczorem znowu się o tym przekonamy. Nie liczcie Państwo na to, że, jak w Ameryce, przegrany wyciągnie rękę do zwycięzcy, pogratuluje mu i zadeklaruje, że szanując jako najwyższe źródło prawa wolę wyrażoną przez naród, który właśnie wybrał go do opozycji, będzie godnie pełnił swą funkcję kontrolera tego, kogo jednocześnie naród wybrał do władzy. Niestety. Przegrany znajdzie sto powodów, żeby swej przegranej nie uznać i żeby przekonywać, że tak naprawdę to on jest zwycięzcą, i sto argumentów podważających prawomocność wygranej przeciwnika.

Nie bawię się we wróżkę - wszystko zostało już ogłoszone i nagłośnione w kampanii wyborczej, a właściwie zanim jeszcze się ona zaczęła. Najwyższe autorytety moralne z góry przecież zapowiedziały, że „nie ma szans na uczciwe wybory”, dopóki się wspólnymi siłami pospolitego ruszenia, od Tuska po Leppera, nie odsunie Kaczyńskich od władzy, nie zgnębi ich propagandowo za pomocą komisji śledczych, nie złamie materialnie i nie zepchnie poza margines debaty publicznej, jak swego czasu „olszewików”. A ten plan, jak wiemy, nie został zrealizowany.

Owszem, ostatnie sondaże, wskazujące na przewagę PO-LiD-u kazały sprawę domniemanej nieuczciwości wyborów odłożyć na bok, ale co będzie, jeśli owe sondaże okażą się równie chybione jak dwa lata temu? Wiadomo - lewicowe media ogłoszą, że takie wybory się nie liczą. Bo na wynik wpłynęło używanie przez PiS prokuratur i służb specjalnych, bo media publiczne, wbrew linii salonu, nie krytykowały rządu, a nawet śmiały przedstawiać go w pozytywnym świetle, bo naród do demokracji nie dorasta… Bo nie, po prostu. Jakiekolwiek argumenty zostaną użyte, tak naprawdę powód jest jeden: TO po prostu nie może rządzić, nie ma prawa, bo TO jest okropne, niemoralne, nie do przyjęcia, TO nas kompromituje na świecie i niszczy naszą demokrację. I jeśli naród wybiera COŚ TAKIEGO do władzy, to tylko świadczy jak najgorzej o narodzie, i nic poza tym.

Z drugiej strony, jeśli sondażownie tym razem przypadkiem się nie omyliły - odpowiedzą PiS na przegraną będzie ogłoszenie recydywy już nawet nie rywinlandii, ale wprost peerelu, triumfu złodziei i oligarchów. Takie wybory się nie liczą, oznajmi w takiej sytuacji strona przegrana, bo naród nie wiedział, co czyni, został ogłupiony przez lewicowo-liberalne media, został poddany praniu mózgów i bezprzykładnej nagonce medialnej, w której nawet oczywiste sukcesy władzy przedstawiono mu jako klęski. Oczywiście, że ludzie, którzy wygrali dzięki tak niemoralnej sztuczce, nie mają prawa do rządzenia. Nie można dać zgody, by UKŁAD rozkradał i rujnował Polskę na tak nikłej tylko podstawie, że załatwił sobie nieco więcej głosów

Polska przypomina dziś Encję z powieści Stanisława Lema - planetę, na której dwie potężne intencje Dobra Absolutnego starły się tak potężnie, że kamień na kamieniu nie został. Wybory, może niepolitycznie ogłaszać to w ich przeddzień, niczego nie zakończą, nie rozstrzygną, bijatyka będzie trwała, a ponieważ każda z jej stron reprezentuje Dobro i Słuszność w najczystszej postaci, obie z góry już czują się rozgrzeszone z sięgania po najbrudniejsze chwyty. Może jeszcze nie znajdzie się żaden Niewiadomski, ale zaciekła walka o rozbicie partii przeciwnej i stworzenie większości z rozłamowcami, tudzież powtórki ze sprawy Olina mamy jak w banku. Chyba, że Opatrzność wyleje na rozpalone do czerwoności głowy jakiś kubeł zimnej wody, ale nie wiem, czy ciągle wzywana w sukurs nie ma nas już przypadkiem dość.