Reklama

Paweł Lisicki: Błazenada jako plan

Żeby zrobić karierę w polskiej polityce, nie trzeba ani wybitnej inteligencji, ani pracowitości, ani siły charakteru. Ważniejsze są niewyparzony język, pewna zdolność do ekshibicjonizmu, parcie na szkło i – przede wszystkim – brak skrupułów.

W końcu o to rzekomo chodzi w debacie publicznej: kto kogo zakrzyczy, kto kogo nazwie chamem, łajdakiem, idiotą. Kto w większym stopniu przyciągnie uwagę publiczności, wymyśli lepszy kalambur, sprawniej dorobi oponentowi gębę maniaka, paranoika, nienawistnika. Nie jest to wcale takie proste. Nie wystarczy być pajacem, by osiągać sukces polityczny, nie wystarczy mówić od rzeczy. Trzeba jeszcze mieć plan, życzliwą neutralność mediów i powszechnie nielubianego przeciwnika.

I taka jest chyba recepta na sukces posła Palikota. Wbrew temu, co piszą niektórzy, nie jest on ani wielkim oryginałem, ani ekstrawaganckim biznesmenem zaplątanym w świat brutalnej polityki, ani owym dziecięciem z bajki Andersena o szatach cesarza, które wielkim tego świata potrafiło wygarnąć prawdę. Wręcz przeciwnie. Palikot może mówić o alkoholowych problemach prezydenta i jego chamstwie, bo wie, że nic mu nie grozi. Oburzenie kolegów z partii robi wrażenie gry na użytek maluczkich. Bardziej lotni wiedzą, o co chodzi. Poseł z Lublina ma po prostu rozjuszyć Lecha Kaczyńskiego. Im głośniej o jego wybrykach, tym lepiej, bo tym większe prawdopodobieństwo, że jego słowa przylepią się do obecnego prezydenta. A może nawet kiedyś sprowokują go do odwetu?

Zabookuj najlepsze treści na wakacje!

Skorzystaj z promocji wakacyjnej i zyskaj dodatkowe drukowane magazyny: Nauka i Historia.

Twoje rzetelne i obiektywne źródło najważniejszych informacji z Polski i ze świata.

Promocja dotyczy subskrypcji RP.PL na rok.

Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama