Ameryka jest właśnie jak Nowy Jork, a może nawet odrobinę większa. Dla pokolenia moich dzieci była kiedyś olbrzymim, wszechogarniającym Disneylandem. Dziś to wszechstronna oferta konsumpcyjno-kulturowa z znaczkami Apple, Google, Facebooka czy KFC w samym środku. Właściwie trudno sobie wyobrazić rzeczywistość bez tych logotypów i idących w ślad za nimi sfer pandemonium. Proszę mi wybaczyć to ostatnie określenie, ale komercyjne przestrzenie generowane przez wyżej wymienione firmy są jak piekielne kręgi; wciągają i absorbują bez reszty. Właśnie z tej przyczyny w świecie współczesnych nastolatków może nie być miejsca na ojczyznę, wielkie połacie świata, przyjaciół, rodziców, religię, ale nie może go zabraknąć dla Ameryki i jej płodów.