Sławomir Cenckiewicz uważa, że gender opanował IPN.

Zupełnie nie dostrzegam zagrożenia żadnym lewackim odchyleniem w Instytucie. Oczywiście, kiedy duża instytucja wydaje książki, to mogą znaleźć się wśród nich i słabsze.

Podobają się panu „Kłopoty z seksem w PRL"?

Zupełnie mi się nie podobają, ale to rzecz wydana dwa lata temu, wyłoniona w konkursie Rady IPN. Mnie się nie podobają zamieszczone tam manifesty ideologiczne czy polityczne, ale to sprawa recenzentów. Za to książka wydana w tym roku to tom pokonferencyjny o kobietach w „Solidarności". Jeśli genderem nazywać się będzie wszystko, co dotyczy płci czy kobiet, to dojdziemy do absurdu.

To nie jest tak, że po pierwszym etapie, nazwijmy go martyrologicznym, IPN postanowił dogadać się ze światem i idzie na takie kompromisy?

Jeśli kompromisem miałoby być to, że będziemy także wydawać książki popularne, to oczywiście na taki kompromis pójdziemy, ale nie wiąże się to z żadnymi zmianami ideologicznymi.

Wszystko można powiedzieć o Muzeum Powstania Warszawskiego, ale nie to, że jest sztywne.

Bo nie jest.

I wszystko można powiedzieć o IPN, ale nie to, że jest wyluzowany.

To też prawda, tak jest postrzegany.

Cały tekst w Plusie Minusie

Tu w sobotę można kupić elektroniczne wydanie „Rzeczpospolitej" z Plusem Minusem

Można też zaprenumerować weekendowe wydanie „Rzeczpospolitej" z Plusem Minusem

Więcej o tym, co w Plusie Minusie, na Facebooku