Nie pamiętam, kiedy ostatni raz miałem w ręku prozę, której bohaterem byliby nie ludzie, nawet nie ludzkość ani nie zwierzęta – przecież pamiętamy z młodości cały dział literatury, której bohaterami były leśne zwierzęta albo podróżujące psy – ale całe gatunki. Ale to coś więcej niż książka o gatunkach. Bohaterem „Żywych istot” fińskiej pisarki Iidy Turpeinen są bowiem nie tyle gatunki, co ich wymieranie. To o nim jest ta książka, to właśnie na kartach tej powieści towarzyszymy ludziom, badaczom, miłośnikom przyrody, którzy nagle uświadamiają sobie, że twierdzenie o tym, że gatunki są stałe, właśnie zostało sfalsyfikowane przez naukę. Wymieranie dotyczyło nie tylko czasów prehistorycznych – wszak dziejom ludzkości towarzyszyło odnajdywanie szkieletów dawno wymarłych np. dinozaurów – ale dzieje się właśnie tu i teraz.