Reklama

Paweł z Tarsu, zawodnik kompletny

To ciało, zanim przybierze właściwą sobie formę w czasie zmartwychwstania, musi się nieźle napocić.
Paweł zdaje się niejeden raz mieć na swych dłoniach skórzane rzemienie boksera. „Boksuję nie tak, ja

Paweł zdaje się niejeden raz mieć na swych dłoniach skórzane rzemienie boksera. „Boksuję nie tak, jakbym bił powietrze, lecz pokonuję moje ciało i biorę je w niewolę” – pisze do Koryntian (na zdjęciu „Bokser z Term”, Muzeum Narodowe w Rzymie)

Foto: MATTES Renť / hemis.fr / Hemis via AFP

Nie wiem, czy Paweł z Tarsu był niezłym pięściarzem. Im bardziej wgryzam się w jego Listy, tym bardziej wyobrażam sobie, że tak. Na pewno zna się na rzeczy, gdyż wymienia zarówno walkę treningową (walkę z cieniem), jak i wie, gdzie uderzać najskuteczniej.

Boks w starożytności ma więcej wspólnego z uliczną walką na gołe pięści niż szermierką na pięści we współczesnym wydaniu olimpijskim. Starożytni bokserzy owijali swoje dłonie rzemieniami w celu stabilizacji i ochrony własnych nadgarstków, podobnie jak czynią to współcześni zawodnicy za pomocą materiałowych owijek zwanych pieszczotliwie „bandażami bokserskimi”. W rzemienie z czasem zaczęto wkładać drobne kamienie, odłamki szkła, a nawet kawałki metalu. Uderzenia niosły ze sobą potworny ładunek zniszczeń (rany, oszpecenia – trwałe wgniecenia, złamania, oderwanie miękkich części twarzy), a jeden cios mógł nawet zakończyć (śmiertelnie) cały pojedynek. Dopuszczano ciosy na głowę oraz ramiona. A niżej? Nie wiadomo. Greckie wazy i rzymskie malowidła nie zauważają nokautujących ciosów na wątrobę.

Pozostało jeszcze 92% artykułu

-50% na pakiet subskrypcji RP.PL z NYT!

Skorzystaj z wiosennej promocji i ciesz się dwoma dostępami do najbardziej zaufanych źródeł informacji.

Promocja dotyczy rocznej subskrypcji pakietu RP.PL z The New York Times.

Kliknij i przejdź do szczegółów

Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama