Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)
Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:
- codzienne wiadomości, wartościowe komentarze i opinie na serwisie
- pogłębione reportaże i publicystyka w Plusie Minusie
Paweł zdaje się niejeden raz mieć na swych dłoniach skórzane rzemienie boksera. „Boksuję nie tak, jakbym bił powietrze, lecz pokonuję moje ciało i biorę je w niewolę” – pisze do Koryntian (na zdjęciu „Bokser z Term”, Muzeum Narodowe w Rzymie)
Nie wiem, czy Paweł z Tarsu był niezłym pięściarzem. Im bardziej wgryzam się w jego Listy, tym bardziej wyobrażam sobie, że tak. Na pewno zna się na rzeczy, gdyż wymienia zarówno walkę treningową (walkę z cieniem), jak i wie, gdzie uderzać najskuteczniej.
Boks w starożytności ma więcej wspólnego z uliczną walką na gołe pięści niż szermierką na pięści we współczesnym wydaniu olimpijskim. Starożytni bokserzy owijali swoje dłonie rzemieniami w celu stabilizacji i ochrony własnych nadgarstków, podobnie jak czynią to współcześni zawodnicy za pomocą materiałowych owijek zwanych pieszczotliwie „bandażami bokserskimi”. W rzemienie z czasem zaczęto wkładać drobne kamienie, odłamki szkła, a nawet kawałki metalu. Uderzenia niosły ze sobą potworny ładunek zniszczeń (rany, oszpecenia – trwałe wgniecenia, złamania, oderwanie miękkich części twarzy), a jeden cios mógł nawet zakończyć (śmiertelnie) cały pojedynek. Dopuszczano ciosy na głowę oraz ramiona. A niżej? Nie wiadomo. Greckie wazy i rzymskie malowidła nie zauważają nokautujących ciosów na wątrobę.
Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)
Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji: