W jaki sposób znalazł się pan w Kancelarii Prezydenta Andrzeja Dudy?
Z Andrzejem znaliśmy się z podstawówki. Byliśmy w jednym zastępie. Ale później nie widywaliśmy się kilkanaście lat. Wpadliśmy na siebie na Wiejskiej. To był chyba 2005 rok. On wtedy zaczynał pracę nad ustawą lustracyjną. No i zaczęliśmy się spotykać – raz częściej, raz rzadziej. Chętnie słuchał, gdy opowiadałem mu, jak wygląda świat z punktu widzenia liberalnej Warszawki. Gdy startował w 2010 roku na prezydenta Krakowa spytał mnie, czy mam jakiś pomysł na kampanię. Miałem, ale mu się nie spodobał. Zaproponowałem, by obiecał, że wyrzuci z Rynku głowę Mitoraja.