Zawsze się zastanawiałem, kim trzeba być, by dopuścić się takiej masakry na mieście, jak się to wydarzyło w Bukareszcie. Najpierw było trzęsienie ziemi. Owszem, tragiczne. W epicentrum odnotowano siłę wstrząsu na poziomie 7,4 w skali Richtera. Rumuńska stolica zatrzęsła się o godzinie 21.20. Był początek marca 1977 roku. Na oczach przerażonych ludzi bloki z wielkiej płyty padały bezładnie jak klocki domina. Osuwały się ściany ceglanych domów. Do rozpadających się mieszkań wdzierał się dojmujący chłód. Tu i ówdzie wybuchły pożary. Ludzie ginęli w gruzach, od ognia i zimna.