Reklama

„My, nasze zwierzęta i wojna”: Zwierzęta wojny

„Ratujcie zwierzęta, żeby pozostać ludźmi” – mówi w dokumencie „My, nasze zwierzęta i wojna” założycielka schroniska dla zwierząt w Hostomelu.
„My, nasze zwierzęta i wojna”, reż. Anton Ptuszkin, dystr. Aurora Films

„My, nasze zwierzęta i wojna”, reż. Anton Ptuszkin, dystr. Aurora Films

Foto: mat.pras.

Reklama
Reklama
Reklama

Z pierwszych dni wojny w Ukrainie pamiętam zdjęcie chłopca, który idzie pieszo do polskiej granicy, niosąc na rękach ogromnego psa. Potem było takich zdjęć setki. Bo w Ukrainie są masy zwierząt, które straciły domy i opiekunów. Zdarza się, że przygarniają je żołnierze. „Czujesz się z psem, jakbyś był w domu” – mówi młody chłopak.

Malutki Patron stał się bohaterem narodowym. Nauczył się wykrywać miny. Waży 4,5 kg, a najbardziej wrażliwe miny wybuchają przy nacisku 5 kg. „To nasz superpies” – śmieje się młody saper. Patron stał się sławny, zaczął jeździć do szkół, został ambasadorem UNICEF-u. Takich historii jest w dokumencie Antona Ptuszkina wiele. Są też ludzie, którzy zwierzęta kochają. Ratują psy i koty uwięzione w zbombardowanych domach albo te, które plączą się po wiejskich drogach. Wywożą te samotne czworonogi ze strefy wojennej, często narażając życie. Prowadzą schroniska. Czasem popełniają błędy. W Bodziance bano się, że przerażone psy będą rzucać się na ludzi. Wolontariusze, uciekając przed atakiem, zostawili 400 podopiecznych w zamkniętych boksach. Gdy wrócili, większość z nich już nie żyła.

Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)

Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:

  • codzienne wiadomości, wartościowe komentarze i opinie na serwisie
  • pogłębione reportaże i publicystyka w Plusie Minusie
Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama