Reklama

Przybora, czyli Piotruś Pan

Jeremi Przybora dobiegał osiemdziesiątki, gdy ukończył libretto musicalu „Piotruś Pan". Zachował wrażliwość dziecka i najlepiej czuł się w tajemniczej krainie utkanej z wyobraźni, tęsknoty za czymś lepszym, szlachetniejszym niż otaczająca rzeczywistość. W musicalu nazwał ją Niebywalencją.
Siermiężna scenografia (wiadomo, Wiesław Gomułka). I kosmiczna wyobraźnia (wiadomo, Jeremi Przybora)

Siermiężna scenografia (wiadomo, Wiesław Gomułka). I kosmiczna wyobraźnia (wiadomo, Jeremi Przybora). Program rozrywkowy „Mały Kabaret", wrzesień 1966 r.

Foto: TVP/PAP, Zygmunt Januszewski

Reklama

W życiu Jeremiego Przybory Niebywalencja pojawiała się wielokrotnie i przybierała różne formy. Była rzeczywistością radiową, potem telewizyjną, kabaretową, a pod koniec życia poety przybrała bardziej materialny wymiar. Opowieść o Piotrusiu Panu bowiem połączyła się wtedy z opowieścią o Alicji z Krainy Czarów. To ona wprowadziła go do swego tajemniczego ogrodu, a kilka pięter nad ziemią, na poddaszu staromiejskiej kamienicy, stworzyła mu prawdziwy azyl.

Pozostało jeszcze 97% artykułu

Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)

Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:

  • codzienne wiadomości, wartościowe komentarze i opinie na serwisie
  • pogłębione reportaże i publicystyka w Plusie Minusie
Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama